fesstiwal słowa w piosence
--

Recenzja: Beata Hoffmann "Narkotyki w kulturze młodzieżowej"

Recenzje [05.08.14]

Oficyna wydawnicza Impuls znana jest z tego, iż jej bogaty katalog obejmuje szerokie spectrum aktualnych tematów; od pedagogiki, psychoterapii, po opracowania i monografie dotyczące różnych uzależnień. Jedyną z tych prac jest publikacja Beaty Hoffmann pt."Narkotyki w kulturze młodzieżowej".

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

W  tej niewielkiej objętościowo pracy, podzielonej na pięć rozdziałów, autorka w sposób syntetyczny, lecz dokumentujący najważniejszą przedmiotową wiedzę poruszyła kwestie zastosowania substancji psychoaktywnych w ujęciu historyczno-socjologicznym.

W rozdziałach drugim i trzecim w skondensowany sposób przedstawiła szerszy kontekst cywilizacyjny pozwalający na powszechne ich otrzymywanie, a także używanie oraz zmianę do tego nastawienia. W czwartym najobszerniejszym rozdziale autorka zgromadziła wiedzę na temat " Praktyki przyjmowania narkotyków w kulturach, kontrkulturach i subkulturach młodzieżowych XX wieku. Począwszy od "beat generation", angielskich modsów, po subkultury punków i skinhedów substancje psychoaktywne pochodzenia roślinnego jak i chemicznego znalazły  swoje miejsce nie tylko w świadomości społecznej danej grupy, ale także uzyskały akceptację elit artystycznych i społecznych. Modne stały się imprezy organizowane przez ówczesny establishment z udziałem kokainy, haszyszu, LSD, amfetaminy i jej pochodnych - dektroamfetaminy czy ketaminy. W miarę łatwa dostępność do substancji odurzających pozornie tylko wyrównywała różnice klasowe między upper middle class, middle class, a klasą robotniczą.

Narkotyki wprowadzone zostały do szerokiej społecznej świadomości przez "guru" tamtych czasów Timothy Leary'ego, Richarda Alperta, Allana Wattsa czy Stanislava Grofa. Ten ostatni zasłynął swymi badaniami nad wpływem LSD na umysł, poddając pacjentów kuracji nazwanej przez siebie "turbopsychoanalizą". Każdy z nich na swój sposób poszerzył pole społecznej akceptacji dla narkotyków, w tym również narkotyków "twardych". Pisano o nich dzieła naukowe, traktaty, eseje, poezje, opowiadania czy teksty piosenek. Nie będę tu cytował tytułów, ani tekstów piosenek, ale warto sięgnąć do tekstu Beaty Hoffmann.

Cała ta psychodeliczna narkotykowa kultura zeszła z kulturowych wyżyn, do rozczarowanych polityką "Żelaznej Damy"i bezrobociem  grup punków i skinheadów. Ale ku rozczarowaniu "ojców założycieli", ci odrzucili te kapitalistyczne chemiczne świństwa, odkrywając dla siebie kulturę glue i przewodnie hasło  "No future". Mimo charakterystycznej mody: nabijane ćwiekami kurtki, "pieszczochy" na rękach, długie sznurowane buty, wąskie, zdobione agrafkami lub zamkami błyskawicznymi dżinsy, zniszczone koszulki z napisem "anarchy", potrafili zasymilować do własnej subkultury muzykę reggae, filozofię rasta, wegetarianizm i marihuanę.

Pod koniec lat siedemdziesiątych zaczęli się "odradzać", powstali dziesięć lat wcześniej skinheadzi. Wywodzący się ze środowiska kibiców piłki, przeważnie z robotniczych dołów ulegli stopniowej politycznej radykalizacji,  dzieląc się na różne frakcje: nacjonalistyczną National Front i lewicujących "kibiców"z robotniczych dzielnic Londynu ale także Nowego Jorku: Skinheads Against Racial
Prejudice (SHARP) czy brytyjski Anti-Racism Front. Pomimo, że część z nich wąchała klej, to generalnie narkotyki nie  były tak popularne wśród nich jak we wcześniejszym okresie końca lat siedemdziesiątych.

Na tym tle polska subkultura młodzieżowa wyglądała skromnie. Ruchy hippisowskie, to praktycznie koniec lat sześćdziesiątych. Odurzano się kodeiną, morfiną (fałsZując recepty), hodowano "polską marychę", później w klatach osiemdziesiątych doszedł to tego "kompot" i tzw. "makiwara" robiona z uprawianego u nas maku lekarskiego, później zwana polską heroiną". Potem w miarę zacieśniania kontroli jego upraw, a także po uchwaleniu "Ustawy o p4rzeciwdziałaniu narkomanii" zaczęto mieszać leki uspakajające z alkoholem, a także odkryto właściwości halucynogenne pewnych grzybów rosnących na terenie Polski "łasiczki lancetowatej". Łączyło się to, jak pisze Hoffmann z aurą pewnej elitarności i wtajemniczeni; gdyż w skład rytuału jego zażywania wchodziło też samo zbieranie. A grupy dzieliły się na mniejsze - trzy, cztero  l;ub pięcioosobowe. Chodziło o to, by pogłębić  specyficzne rytualne więzi.

W drugiej połowie lat osiemdziesiątych z imprez tanecznych, breakdance i scratchingu, a także śpiewnych melorecytacji narodził się amerykański rap, potem hip- hop. Wraz z z muzyką zmieniła się moda, stała się jaskrawa, krzykliwa, częściowo tandetna. Na początku, gdy muzykę tą sponsorowały gangi handlujące twardymi narkotykami zażywano heroinę, kokainę, ale największą popularnością i kulturową akceptacją cieszyła się marihuana. I to ona wyparła w drugiej połowie lat osiemdziesiątych twardą chemię.

W końcu lat osiemdziesiątych i na początku dziewięćdziesiątych króluje rave - techno, a później muzyka klubowa i jej odmiana acid hause. Narodziła się kultura clubbingu. Specyficzny rytm, techno sceneria, wymagały wspomagania i tak do klubów na początku lat dziewięćdziesiątych weszło ecstasy. Przyniosło luz, zabawę, tolerancję dla wolnego seksu, tolerancję wobec odmienności. Ta kulturowa infostrada, cyberprzestrzeń generowana przez dźwięk, gry komputerowe i MDMA przemieniła się w hedonistyczną zabawę "pogrążonych w narkotycznym transie dzieci z dobrych domów"

W międzyczasie przyzwolenie na branie narkotyków czy substancji psychoaktywnych przez przedstawicieli różnych rodzących się subkultur stało się powszechne. Nawet starsze pokolenie "marihuany" i "kokainy" akceptowało ecstasy jako pewien nieodłączny ozdobnik towarzyszący przeżywaniu muzyki.

W miarę rosnącej lawinowo popularności ecstasy pojawiły się różne jej chemiczne mieszanki; wzrost liczby zgonów uświadomił ludziom, że nie jest tak bezpieczna jak ją na początku reklamowano. W miarę zużywania się ecstasy i jej właściwości, kultura techno zaabsorbowała też dodatkowo marihuanę, ketaminę, kokainę, grzyby halucynoganne i LSD. Mieszano je z ecstasy łącząc doznania euforyczne z halucynogennymi. Zaczęto też żonglowanie z różnymi mieszankami brzmiącymi wręcz poetycko: candy flippng, hippy flippng, trial mix: kokaina, letamina i krystaliczna methaamphetamina.

Mimo negatywnych następstw dla organizmu, w miarę intensywnego i długiego zażywania różnych narkotyków, od marihuany, ecstasy, po różne jej odmiany, w mediach, sztuce, muzyce i filmach pojawia się gloryfikacja świata chemicznej psychodelii. Hollywood poluzował kodeks obyczajowy. Takie filmy jak Drugstore Cowboy, Natural Born Killers czy nawet seriale telewizyjne "Seks w wielkim mieście" pokazywały, iż tak naprawdę nie ma nic złego w psychodelicznej narracji, że możemy sięgnąć w głąb własnej świadomości, by uciec od globalnego świata. Wszyscy to robią, dlaczego my nie moglibyśmy spróbować. W ślad za tym idą społeczne kampanie wołające o legalizację hodowli marihuany; zrobił to już stan Kolorado, ustanawiając Światowy Dzień Marihuany, mający przyciągnąć turystów. Ameryka Południowa nie zostaje w tyle, w stolicy Boliwii La Paz otwarto bar kokainowy "Route 36". W Meksyku można nabyć tanie chemiczne środki halucynogenne, w Peru, narkoturyści mogą zażywać do woli halucynogenny kaktus San Pedro.

Po raz pierwszy też powstają biura turystyczne, które organizują właśnie takie narkotrasy, po krajach nie tylko obu Ameryk, ale także do Afryki czy Azji.
Zjawisko narkoturystyki wiąże się ze zmianą norm etycznych czy zdrowotnych dotyczących zażywania narkotyków. Uważa się i lansuje pogląd, że palenie marihuany ma prawie tylko i wyłącznie skutki zdrowotne, że ecstasy przyjmowane w małych ilościach odpręża, że koka dodaje sił, w tym również witalnych.

Ostatnie badania cytowane przez autorkę pochodzące z lat 2005 -2207 pokazują, iż młodzież traktuje doświadczenia ze środkami psychoaktywnymi jako pewnego rodzaju zabawę, oryginalną rozrywki czy styl życia.

Mimo szczupłej objętości swojej pracy Beata Hoffmann zdołała poruszyć najważniejsze aspekty związane z przemianami kulturowej tolerancji dla substancji narkotycznych. To lansowane przez lata podejście zdjęło, jak pisze autorka, z psychiki narkomanów ciążące na nich odium popełnianego zła. Wielu z nich uważa, że nie są jeszcze uzależnionymi, bo potrafią wyczuć granicę poza, którą nie powinni wyjść. Ale to wszystko jest oczywiście bardzo indywidualne i zależy od konstytucji psychicznej danej osoby.

Narkomania przestała być zjawiskiem charakterystycznym dla różnych grup wyalienowanych ze społeczeństwa. Teraz jest dostępna dla wszystkich, szczególnie dla tej większości, którą można nazwać "zdrowym odłamem społeczeństwa".  I to wydaje się być najbardziej niebezpieczną zmianą.
Coraz więcej mówi się na temat legalizacji narkotyków, a zdawkowo traktuje następstwa ich zażywania. 
Wydaje się, że ten globalny nurt lansowany jest przez politykę "Klubu Rzymskiego czy "Grupy z Bilderbergu" zmierzającej do przebudowy społecznej akceptacji dla różnych uzależnień i dewiacji.

 

Gabriel Leonard Kamiński

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.