fesstiwal słowa w piosence
--

Tygodnik Powszechny" 6/2014: Czy Szczepan Twardoch nienawidzi Polski?; Oliver Frljić i "Nie-boska" odwołana

Nowości [07.02.14]

Prezentujemy Państwu zapowiedzi najnowszego wydania "Tygodnika Powszechnego" nr 6/2014. W wydaniu m.in.:

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Tygodnik Powszechny”: Ofiary pomyłek lekarskich – temat wydania [Iwona Hajnosz]
Błędy medyczne to nie tylko skandaliczne niedopatrzenia pojedynczych ludzi. To także brak reakcji polityków – w tym obecnego ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza – i niedoskonałości systemu.

Czuję się odpowiedzialny za pacjentów. Będę z  pełną determinacją ścigał każdą patologię i mówił o niej głośno” – zapowiedział w mediach minister zdrowia. To reakcja na wydarzenia we Włocławku, gdzie kilkanaście dni temu zmarły bliźnięta, ponieważ w porę nie przeprowadzono operacji cesarskiego cięcia u ich matki. „Kiedy słyszę komentatorów, którzy mówią, że zawiódł system, to chciałbym powiedzieć jasno: to nie system nie zszedł w porę przeprowadzić cesarskie cięcie, tylko konkretny człowiek, z imienia i nazwiska” – grzmiał minister. Czy jednak casus Włocławka to tylko błędy pojedynczych ludzi? Zanim jeszcze wybuchła afera ze śmiercią nienarodzonych bliźniąt, Bogusław Sonik, małopolski europoseł PO, półprywatnie opowiadał o tragedii, do której przed 3 laty doszło w jego rodzinie.  O tym, że giną dzieci, umierają matki i że to jest bomba z opóźnionym zapłonem, najpierw opowiedział Ewie Kopacz. Wspominał, że obiecała coś zrobić z tą sytuacją. Potem był u wiceministra Jakuba Szulca. Potem jeszcze rozmawiał z Arłukowiczem, który też obiecywał zająć się problemem. Za słowami nie poszły czyny trzech po kolei ministrów zdrowia.

„Tygodnik Powszechny”: Niebezpieczna fikcja – rozmowa z prawniczką reprezentującą prawa pacjentów [Jolanta Budzowska, Iwona Hajnosz]

Według Jolanty Budzowskiej, radczyni prawnej, która na prośbę Jerzego Owsiaka reprezentuje rodzinę Szydłowskich z Włocławka, najbardziej typowe tragedie z błędami medycznymi w tle są zwykle efektem opóźnienia w wykonywaniu badań.

Czy przypadek włocławski pokazuje również, że lekarskie błędy wynikają z ekonomicznej konieczności, a czasami z ludzkiej pazerności?
„W Polsce utrzymuje się­ prawna fikcja” – uważa Budzowska. „Polega ona na tym, że mamy przepis ograniczający liczbę­ godzin pracy lekarza na etacie, ale nikt nie wymaga, żeby odnosił się­ on do wszystkich jego zawodowych aktywności. Ta ostatnia sytuacja pokazuje, że powinien być jakiś rodzaj bezwzgl­ędnie obowiązującej kontroli pracodawcy nad tym, czy lekarz jest w pełni dyspozycyjny i przygotowany do zadania. Jeżeli przychodzi do publicznego szpitala, by się­ wyspać, to stwarza podwyższone ryzyko dla pacjentów danego szpitala.” Prawo nie sprzyja też osobom, które stały się już ofiarami lekarskich błędów. Z orzeczeń sądowych wynika, że już samo zdefiniowanie zdarzenia jako błędu bywa trudne. Liczba wyjątków od ustalonych reguł, które usprawiedliwiają lekarskie postępowanie odbiegające od standardów, jest przygnębiająco duża.

„Tygodnik Powszechny”: Błąd w sztuce – temat wydania [Marek Nowicki]

„Ogólnie rzecz biorąc, błędem medycznym jest postępowanie niezgodne z powszechnie uznanym stanem wiedzy medycznej” – pisze Marek Nowicki.
„Kiedy jednak zaczniemy sprawę roztrząsać, wtedy okaże się, że do błędu medycznego może nie zaliczać się zdarzenie, gdy lekarz zoperuje nie tego chorego, co trzeba – z wielu orzeczeń wynika, że jest to »jedynie« zaniedbanie organizacyjno-administracyjne. Błędem nie musi też być pozostawienie po operacji w brzuchu pacjenta chusty – jest to »jedynie« niedopełnienie obowiązku staranności. Kiedy chory zostanie zakażony wirusem HCV, przetoczona mu zostanie niewłaściwa grupa krwi, nieudzielona na czas pomoc, wytną mu zdrową nerkę zamiast chorej, za długo będzie naświetlany promieniami Roentgen
a – w tych wypadkach też nie ma pewności, że sąd dopatrzy się błędu medycznego.”

 


Tygodnik Powszechny”: Szczepan Twardoch – rewolucje tu się nie zdarzają [Szczepan Twardoch, Michał Olszewski]

Szczepan Twardoch, pisarz: „Polski w Polsce wszyscy nienawidzą. W dodatku mają rację.”

Twardoch opowiada m.in. o powodach swojej wściekłości na III RP: „Wydaje mi się, że III Rzeczpospolita zawiodła znakomitą większość swoich obywateli. Większość Polaków została przez Polskę wyruchana. I z jakimś wstydem to mówię, bo mnie to nie dotyczy, ja sobie daję radę, robię to, co lubię, i mnie akurat w Polsce dobrze, nikt mnie, żeby sprawę ująć po marksistowsku, nie alienuje od wyników mojej pracy. Ale ja oczywiście jestem w wyjątkowej sytuacji. Nie wyzyskuję nikogo ani nie daję się nikomu wyzyskiwać. Nie jestem właścicielem firmy ani w tej firmie nie pracuję. Czuję się raczej jak jakiś rzemieślnik, ktoś zupełnie na zewnątrz tego kieratu.” „Pytanie, czy oczekiwania nie były zbyt wygórowane. I czy Polacy nie brną w hipokryzję, mówiąc, że tu jest strasznie, nie da się żyć i zostali oszukani” – dopytuje Michał Olszewski. Pisarz stawia tezę: Polski w Polsce nienawidzą wszyscy. „Polski nienawidzi tzw. obóz patriotyczny, ponieważ żyją w czymś, co wydaje im się nie-Polską albo anty-Polską. (…) Z kolei dla ludzi o opcji lewicowo-liberalnej (…) mają tu Polskę, która słucha Rydzyka i chce głosować na PiS, Polskę, która tłumnie obchodzi rocznice smoleńskie i zapieprza do kościoła (…) I też jej nienawidzą. Biedni nienawidzą Polski, bo są przez nią ruchani. Kocha ją tylko wąska grupka (…) beneficjentów przemian.

„Tygodnik Powszechny”: Dziecko ofiarą reklamy [Anna Golus]

Na jednym z kanałów telewizyjnych przeznaczonych dla dzieci rozpoczęcie bloku reklamowego jest obwieszczane przez animowanego hipopotama. Zwierzątko informuje dzieci... głośnym beknięciem.

Dzieci rozbawione bekającym hipopotamem obejrzą reklamy produktów przeznaczonych zarówno dla nich, jak i ich rodziców. Według zeszłorocznych badań Polskiego Programu Jakości Obsługi aż 96,4% Polaków uwzględnia ich zdanie podczas zakupów, a 75% uważa, że wpływ dziecięcych opinii jest duży lub średni. „Problemem nie jest to, że dziecko chce mieć różne rzeczy, bo to znaliśmy i bez reklam” – mówi psycholożka Agnieszka Stein. „Problem w tym, że dorośli budują poczucie własnej wartości na tym, jak dbają o dzieci, a dla wielu osób oznacza to, jak dużo dzieciom kupują.” Niektóre kraje wprowadziły np. zakaz kierowania reklam do dzieci młodszych niż 12-letnie, emitowania reklam w określonych godzinach, reklamowania zabawek, pokazywania logotypów sponsorów w programach dziecięcych czy wykorzystywania dzieci w reklamach. „W  mojej ocenie polskie prawo zawiera adekwatne regulacje chroniące dzieci przed reklamą” – mówi adwokat Tomasz Snarski. „Jednak (…) brakuje w powszechnej świadomości wiedzy o ich istnieniu i treści. (…) Stąd niezmiernie ważne jest, by zwiększyć stopień świadomości społecznej.”

„Tygodnik Powszechny”: Polski sen zimowy [Bartek Dobroch]   
Idea organizacji Igrzysk Olimpijskich 2022 w Krakowie jest albo szalenie odważna, albo absurdalnie szalona.

Staje się jednak również coraz bardziej realna. W sytuacja, gdy z kandydowania do roli gospodarza rezygnują najmocniejsi kontrkandydaci – choćby Monachium, którego mieszkańcy zdecydowali, że igrzysk w tym w swoim mieście nie chcą – polski sen o zimowej olimpiadzie wypada potraktować serio. Nie jest on zresztą niczym nowym. Wystarczy przypomnieć inicjatywę Zakopane 2006, która zakończyła się klęską. Do legendy przeszła wizyta przedstawicieli Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, którzy w drodze z Krakowa do Zakopanego utknęli na zakopiance w gigantycznym korku, zaś na miejscu przywitał ich osławiony transparent z błędem („Welcome in Zakopane”). Dalszych wniosków jednak nie wyciągnięto. „Zakopane przegrało 4 kolejne zmagania o organizację znacznie mniejszej imprezy, jaką są mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym” – przypomina Dobroch. Czy nie lepiej stopniowo tworzyć infrastrukturę, by w nieco dalszej przyszłości sen olimpijski mógł nabrać bardziej realnych kształtów? I czy nie korzystniej skupić się najpierw na tworzeniu obiektów sportowych, dofinansowywaniu, lokalnych klubów i sportu masowego?

„Tygodnik Powszechny”: Spór o tanie jadłodajnie [Beata Chomątowska]
Rząd chce obciąć dotację na bary mleczne. Gorszego źródła oszczędności wybrać nie mógł.

Listy protestacyjne, happeningi i demonstracje pod hasłami „Mleczne są wieczne”, „Łapy precz od mlecznych” powracają właściwie za każdej rządzącej ekipy. Resort finansów, poza utyskiwaniem na oszustów, argumentuje, że dotacja na 2014 r. została okrojona o dwa miliony, bo małe było nią zainteresowanie. Przedsiębiorcy prowadzący bary twierdzą, że woleli nie sięgać po dotacje, bo nie byli pewni, jak z nich korzystać. Wieści o  nalotach urzędników skarbówki na bary i nakazach zwrotu dofinansowania z poprzednich lat okazały się skutecznym straszakiem. Jaki może być efekt rządowych cięć? Politykom różnych opcji umykają niektóre aspekty działalności polskich mlecznych. Tradycyjne czy nowej generacji, podobnie jak łotewskie bary z  pielmeni, wśród przybyszy z  Zachodu funkcjonują wciąż jako turystyczna atrakcja. Kolejne słowo-klucz to egalitaryzm. Przystępność barów bywa magnesem równie silnym, jak niskie ceny i tęsknota za zapamiętanymi z dzieciństwa smakami. Mało co potrafi tak zjednoczyć obywateli jak bary. Efekty najnowszych pomysłów rządu łatwo przewidzieć.

„Tygodnik Powszechny”: Szpaku – ksiądz od hipisów [Anna Goc]
„Wyglądał wśród nich trochę jak diler. Tyle, że zachęcał, by wpadli na Mszę” – mówią o ks. Andrzeju Szpaku narkomani.

„Bajzel”. Połowa lat 80. Dla większości najgorszy był podobno zapach. Ale dla przychodzącego tam Szpaka (ks. Andrzej Szpak, nazywany też Szpaku), najgorsze było to, że niektórzy stamtąd nie wracali. Gdzie jest „Bajzel”? – Wiedzieli narkomani i milicjanci. Ci pierwsi to jego stali bywalcy. To właśnie tam zrodził się pomysł pielgrzymek do Częstochowy, omówiony później podczas zlotu hipisów, na które ks. Andrzej Szpak też przyjeżdżał. Dla nich oznaczał na początku dwutygodniowy rajd. Tyle, że z metą na Jasnej Górze. Dla Szpaka był szansą na to, że oni już na „Bajzel” nie wrócą. Czy pielgrzymki, nazwane później „Ogólnopolskimi Pielgrzymkami Młodzieży Różnych Dróg”, były dla nich naprawdę tylko rajdem? Czy może czymś znacznie ważniejszym? Cały tekst o wyprawach hipisów na Jasną Górę i towarzyszącym im zawsze ks. Andrzeju Szpaku, który w ubiegłym tygodniu świętował swoje 70. urodziny, publikujemy w najnowszym numerze „Tygodnika Powszechnego”.  

„Tygodnik Powszechny”: Kościół oczami nowego prowincjała dominikanów – więcej świeckich i rozsądku! [o. Paweł Kozacki, Artur Sporniak]

„W wielu dziedzinach życia dominuje antyintelektualizm. Kiedy przeczytałem „Kod Leonarda da Vinci”, zrozumiałem, że wielu ludzi swoje wątpliwości w wierze opiera na tej jednej książce” – mówi o. Paweł Kozacki.
„ Straszenie diabłem czy akcentowanie zagrożeń duchowych nie jest właściwe” – mówi o. Kozacki. „Jeden z moich braci mówi, że jak się kłaniasz Panu Bogu, to się wypinasz do diabła, a jak bardzo się pochylasz nad diabłem, to nawet niechcący wypinasz się na Boga.” Nowy prowincjał dominikanów pytany, jak wyprowadzać Kościół z kruchty zgodnie z zaleceniem papieża Franciszka, skoro w Polce przyuczani byliśmy do posłuszeństwa a nie do ryzyka, odpowiada: „Bez żywego doświadczenia wiary posłuszeństwo zaczyna przypominać tresurę i system moralnych zakazów i nakazów. Jeżeli nie doświadczamy tego, że za jakimś konkretnym zakazem czy nakazem stoi miłość i troska Boga o człowieka, będziemy się czuć jak w kagańcu. Jest czymś naturalnym, że człowiek się wówczas buntuje.” O. Kozacki o nowej dla siebie funkcji mówi: „Prowincjał musi być bardziej posłuszny Bogu i ludziom. Fundamentem zaś posłuszeństwa jest wrażliwe wsłuchanie się w drugiego, zrozumienie go. (…)Tak to postrzegam: im ktoś więcej otrzymał odpowiedzialności, tym bardziej musi od siebie wymagać.”

„Tygodnik Powszechny”: Wiara w pytaniach [Anna Goc]

Do końca stycznia episkopaty miały przesłać opracowane wyniki Ankiety Franciszka do Watykanu. Ale w Polsce na pytania od papieża odpowiadają także świeccy.
Inspiracji i wskazówek zamiast „szablonów zachowań”, pogłębionej katechezy rodzin oraz zmiany w podejściu do osób homoseksualnych – m.in. takich zmian oczekują od Kościoła katolicy świeccy w Polsce.  To wnioski z pracy nad Ankietą Franciszka, którą środowiska skupione wokół redakcji „Znaku”, „Więzi”, „Tygodnika Powszechnego” oraz Klubów „Tygodnika Powszechnego” i Klubów Inteligencji Katolickiej wykonały podczas rekolekcji poprowadzonych przez bp Rysia w Laskach. Zdaniem uczestników, nauczanie Kościoła o rodzinie jest przyjmowane przez wiernych jako zbiór nakazów i zakazów. Znajomość katolickiej nauki o rodzinie jest często powierzchowna. „Międzypokoleniowa zgoda ujawniła się w krytyce częstego w duszpasterskim dyskursie utożsamiania antykoncepcji z hedonizmem seksualnym czy mentalnością aborcyjną” – pisze Anna Goc, dodając, że dyskutowano również o związkach niesakramentalnych i rozwodach: „Zdaniem uczestników dyskusji potrzebne jest wypracowanie praktyki, która nie banalizowałaby zła, jakim jest rozpad związku sakramentalnego, ale z drugiej strony uznawałaby niewątpliwe dobro, które często tworzy się w nowej relacji”.

    
Tygodnik Powszechny”: Bałkańskie strategie – wywiad z Oliverem Frljiciem [Miłada Jędrysik]

„Jeśli identyfikujemy się ze wspólnotą, to powinniśmy wziąć na siebie odpowiedzialność za jej złe uczynki. Nie identyfikuję się z żadną nacją właśnie dlatego, że nie chcę się identyfikować z postępkami jakiegoś narodu” – mówi Oliver Frljić.
Miłada Jędrysik: Chorwat zrobił w Serbii sztukę, podczas której aktorzy maczają ręce w beczce pełnej „krwi” z napisem „nowa serbska historia”, a potem wychodzą do publiczności z tą krwią na rękach i mówią: „To przez was w Srebrenicy zabiliśmy osiem tysięcy Muzułmanów w siedem dni”. Masakra w Srebrenicy miała miejsce 19 lat temu. A w Polsce w krakowskim Starym Teatrze temu samemu Chorwatowi nie udało się zrobić spektaklu „Szczątki” o przedstawieniu z 1965 r. i dramacie wydanym w 1835 r., czyli „Nie-Boskiej Komedii” Krasińskiego.

Oliver Frljić: Zawsze próbują mi przerwać, nie dopuścić do premiery. Tym razem naciski były skuteczne. Przykro mi, że w Polsce udało się coś, czego się nie udało w Serbii, w Bośni, w Słowenii ani w Chorwacji. Żadne społeczeństwo nie chce i nie lubi się konfrontować z problemami. Polska nie jest żadnym wyjątkiem. I nie chodzi tutaj tylko o wybór tematu, ale także o artystyczny język, który jest w stanie dotknąć tych czułych punktów. Wszystkie komentarze o niskim poziomie spektaklu „Szczątki” wynikają z niezrozumienia teatru, jaki uprawiam.

„Tygodnik Powszechny”: Książki – sztuka mielenia [Marcelina Szumer-Atılgan]
Książki umierają powoli. Najpierw są przeceniane, potem trafiają do supermarketowych koszy, później – do centrów taniej książki. Na końcu czeka je gilotyna.

Od początku stycznia pod warszawską siedzibę Stołecznego Centrum Recyklingu raz po raz podjeżdżają wyładowane po brzegi ciężarówki i tiry. Wypakowuje się z nich poezję, literaturę piękną, albumy, horoskopy i książki naukowe. Niedawno przyjechały na raz 24 tony towaru. „Takiego ruchu nie ma już potem przez cały rok” – mówi recepcjonistka. Wydawca dostaje do ręki protokół zniszczenia, z zaznaczoną wagą książek, które trafiły do zmielenia, i już gotowego towaru. W papierach wszystko musi się zgadzać. „Nigdy nie wiadomo, co będzie się dobrze sprzedawać, a co zalegać na półkach” – mówi Zbigniew Czerwiński, dyrektor wydawniczy Bellony i prezes Świata Książki. Potwierdza, że promocja to dziś podstawa. „Trudno sobie wyobrazić, by w kraju, gdzie rocznie ukazuje się ponad 20 tysięcy nowych tytułów, sprzedać coś bez odpowiedniej kampanii.” Decyzje o tym, jakie książki ukażą się drukiem, nie są przypadkowe. Ostra selekcja ma zapobiec sytuacji, w której niesprzedany nakład latami będzie zalegał w magazynach, by dokonać żywota w skupie makulatury.

„Tygodnik Powszechny”: Pierwsza dama Kasprowego [Bartek Dobroch]

„Bywało, że na nartach dopadał mnie paraliżujący stres. Przecież w czasie powstania wydawało mi się, że się niczego nie boję i niczym nie przejmuję. Więc to konkurencja coś ze mną robiła.” – mówi Barbara Grocholska-Kurkowiak, 25-krotna mistrzyni Polski w narciarstwie alpejskim, olimpijka.
Bartek Dobroch: Wchodzę do Pani domu i pierwsze, na co natrafiam, to nadal sprzęt narciarski.
Barbara Grocholska-Kurkowiak: Niech pan zobaczy tę górkę za oknem. Córka co roku usypuje ją ze śniegu i jak mogę, przypinam narty i trochę sobie podchodzę. Jak w starej piosence: „I tak się trudno rozstać...”.
Dosyć późno zaczęła Pani przygodę z nartami. W wieku 18 lat.
Bo musiałam najpierw odbyć powstanie warszawskie. W czasie wojny nie wolno było mieć nart, zresztą nie byłam w tym czasie w Zakopanem.
Jeździła Pani we wszystkich konkurencjach.
Najbardziej lubiłam bieg zjazdowy. (…) Bardzo się denerwowałam na starcie i nie mogłam się uspokoić. Pamiętam, jak na Nosalu patrzyłam na zasypane dachy w kierunku Poronina i myślałam, jak tam ludzie żyją, co teraz robią, żeby odejść myślami od startu. Często leżałam na pierwszej lub przedostatniej bramce. Bardzo mało pamiętałam z trasy. (…) Jechałam i myślałam tylko: szybciej, szybciej...


„Tygodnik Powszechny”: „Wielkie piękno” – odkochani w Rzymie [Anita Piotrowska]

Oniryczny, kreślony zamaszystymi jazdami kamery, podniesiony muzyką, film Paola Sorrentino „Wielkie piękno” ma w sobie wiele z opery. Tonacja elegijna przechodzi w buffo, a dystans ustępuje miejsca wzruszeniu.
Istnieje rodzaj filmów, które należy oglądać z oczami „szeroko zamkniętymi” – czyli prześnić je raczej niż przetrawić. Zamiast analizować obrazy, lepiej poddać się ich strumieniowi. W przypadku tego filmu dobrze trzymać się tej formuły aż do końca – „La grande bellezza” nie okaże się wówczas Wielkim Banałem, ale hipnotyzującą podróżą na granicy jawy i snu. W najnowszym filmie Sorrentino Rzym to miejsce, w którym wszystkie choroby naszej cywilizacji przybrały formy monstrualne. Naszym cicerone jest 65-letni Jep Gambardella, niegdyś obiecujący pisarz, dziś zblazowany dziennikarz i wyliniały lew salonowy. W jego apartamencie odbywają się najbardziej ekstrawaganckie imprezy z udziałem rzymskiej socjety i półświatka. Jep kres swego życia przemierza tanecznym krokiem, ale po cichu hołubi wspomnienia dzieciństwa. Uczciwszy hucznie kolejne urodziny, zaczyna nerwowo rozglądać się wokół siebie. Jego uwaga coraz częściej zatrzymuje się na tym, co zostało wyparte przez dotychczasowe dolce vita: na starzeniu się, samotności i śmierci.

„Tygodnik Powszechny”: Ukraina – teraz albo nigdy [Paweł Reszka, Jurij  Łucenko]

„Walczymy o to, czy będziemy państwem niezależnym, czy rosyjską kolonią. To nie jest walka dotycząca tylko Ukrainy.” – mówi Jurij  Łucenko, opozycjonista i były minister spraw wewnętrznych.
Jego zdaniem, stawką jest granica wolnej Europy, zaś prawdziwym przeciwnikiem nie jest Janukowycz, ale Putin. Jak mówi Łucenko, Ukraina to „ciągle sowiecki barak, tylko przystrojony ukraińskimi flagami i wielkimi portretami »naszego ukochanego prezydenta«. Ludzie zbuntowali się, bo poczuli, że kradnie się im nie tylko pieniądze, ale także przyszłość. (..) Mają dość życia w bandyckim państwie. To państwo zorganizowane na mafijną modłę: urzędnicy, osoby prywatne, małe i średnie firmy, przedsiębiorstwa państwowe, wielkie korporacje muszą płacić haracz do »obszaga« [wspólna kasa w żargonie złodziejskim]. Organy milicji, służby finansowe itd. mają z góry narzucone plany: ile haraczu muszą zebrać. Nasz dyktator opiera się i na urzędnikach, i na strukturach siłowych, i na zwykłych bandytach.” – uważa Łucenko. Użycie siły na masową skalę przeciwko protestującym nie jest wykluczone. Zdaniem Łucenko, władza waha się między tym, czy wypełniać żądania Kremla, a tym, czego chcą ukraińscy oligarchowie, którzy opowiadają się za złagodzeniem kursu. Majdan jest jednak gotowy się bronić i dysponuje siłą 7-10 tysięcy ludzi.


„Tygodnik Powszechny”: Państwo Majdan [Paweł Reszka]

O Majdanie jako dobrze funkcjonującym państwie pisze z Kijowa Paweł Reszka. Komendant Majdanu, poseł Batkiwszcziny Andrij Parubij, ma cały Majdan rozrysowany na mapie: 5 kuchni polowych, 220 namiotów, przy każdym nazwisko »odpowiedzialnego«. Co wieczór przyjmuje meldunki, ile osób i gdzie nocuje. „Zeszłej nocy spało tu 12 tys. osób” – mówi Parubij. Teraz sprawy obronne. Dostępu do Majdanu broni 10 barykad, każda obsadzona 2 sotniami członków Samoobrony Majdanu. Nie ma tu alkoholu, można za to uzyskać bezpłatną pomoc medyczną. Ile kosztuje Majdan? Parubij: „Dziennie ok. 300 tys. hrywien [równowartość 108 tys. zł]. Kosztuje jedzenie, ciepła odzież, płacimy firmie za wynajęcie sceny, nagłośnienie. Wynajęliśmy też Dom Związków Zawodowych, w którym jest sztab. Do puszek zbieranych jest ok. 40 tys. hrywien. A reszta? Pochodzi m.in. od opozycyjnych polityków.” Na początku Majdan był jednak wobec polityków nieufny. Reszka przytacza opinię Jurija Opoki, reportera ukraińskiego tygodnika „Focus”: „Pod koniec listopada Mustafa Najem, dziennikarz »Ukraińskiej Prawdy«, wrzucił wiadomość na facebooka, że wychodzi na Majdan i jeśli ktoś chce, może wyjść z nim. Gdy przyszedłem, było ok. 20 osób, potem kilkadziesiąt, kilkaset, w końcu dziesiątki i setki tysięcy. Warto pamiętać, że tak to się zaczęło, bez polityków.”

„Tygodnik Powszechny”: Festung Soczi [Anna Łabuszewska]

Coraz bliżej jest rozpoczęcie zimowych igrzysk olimpijskich w Soczi, ale kwestie bezpieczeństwa nadal spędzają sen z powiek obserwatorów po tym jak w grudniu doszło do dwóch zamachów.
Z Federalnej Służby Bezpieczeństwa i MSW płyną zapewnienia, że sportowcom i kibicom włos z głowy nie spadnie. W czasie trwania igrzysk, przez okrągłą dobę, miasto i okolice będzie penetrować 70 tys. funkcjonariuszy – na lądzie i na wodzie. Stacjonujące wokół Soczi jednostki wojskowe zostały wzmocnione nowoczesnym sprzętem i uzbrojeniem. Pomoc w zapewnieniu bezpieczeństwa natarczywie proponują Rosji Stany Zjednoczone. Kolejnym problemem są finanse – okazuje się, że podczas przygotowań do olimpiady wiele funduszy rozkradziono. Opozycyjny bloger Aleksiej Nawalny sporządził sprawozdanie, w którym wykazał, ile konkretnie wydano na cele olimpijskie z budżetu państwa, poszczególnych resortów itd. Z rachunków wynika, że konieczność płacenia za wygórowane ambicje Putina oznacza ograniczenie wydatków na inne sfery: służbę zdrowia, edukację, naukę. Z funduszy miano też zbudować koło Krasnej Polany w Soczi luksusową rezydencję – „olimpijska dacza” ma należeć do premiera Miedwiediewa.
 

„Tygodnik Powszechny”: Sarajewo – igrzyska śmierci [Marcin Żyła]

30 lat temu zimowe igrzyska olimpijskie odbyły się w Sarajewie. To tam, trochę później wymyślono kółka olimpijskie z drutu kolczastego, które wykorzystują teraz przeciwnicy igrzysk w Soczi.
Ślady zimowej olimpiady w bośniackiej stolicy znów jednak przynoszą zyski. „Wycieczki śladem opuszczonych aren na terenie i wokół Sarajewa są atrakcją dla turystów z Zachodu. Zabiera się ich do lasu, by fotografowali opuszczony tor bobslejowy. Pokazuje, wybudowane przed igrzyskami: hotel Holliday Inn (w czasie wojny mieszkali tu korespondenci) i olbrzymi dworzec (dziś obsługuje kilka pociągów dziennie). Opowieści zmyślone – o tym, że w szeregi serbskich snajperów wcielono olimpijskich biathlonistów – mieszają się z prawdziwymi: o tym, że na podium do dekoracji skoczków narciarskich prowadzano egzekucje.” – pisze Marcin Żyła. W wilczka Vučko, maskotkę igrzysk w Sarajewie w 1984 r., wcieliła się Elma Softić. Kiedy 10 lat później, otwierając igrzyska w Lillehammer, Samaranch prosił telewidzów o minutę ciszy ku czci ofiar wojny w Bośni, Elma Softić przez amatorski nadajnik opowiadała o wojennym Sarajewie: „Przed wojną nie da się zamknąć. Gdy idę ulicą, mijam ślady krwi. Jeśli nie chcę, by zabił mnie snajper, muszę biec. Nie ma prądu, wody, gazu.”


„Tygodnik Powszechny”: Francja – podwójne życie prezydenta [Szymon Łucyk]

Romans Françoisa Hollande’a, prezydenta Francji odbił się szerokim echem we francuskich i światowych mediach. Sprowokował także do pytania o granicę między życiem prywatnym i publicznym polityków.
Lawinę medialną rozpętał bulwarowy tygodnik „Closer”, który opublikował tekst pt. „Sekretna miłość prezydenta”. Reakcja prezydenta była natychmiastowa: wydano komunikat, wyrażający „ubolewanie”, że doszło do „ataku na szacunek dla życia prywatnego, do którego [szef państwa] ma prawo na równi z każdym obywatelem”. Hollande nie zdementował jednak doniesień o romansie. Od tego czasu  Pierwsza Dama opuściła Pałac Elizejski. Wbrew zwyczajom panującym w prasie anglosaskiej, media nad Sekwaną uważały, że bez zgody polityka nie należy ujawniać „sekretów jego alkowy”. „Tak było jeszcze kilka lat temu. Ale potem poważnym wyłomem w tej zasadzie stała się afera Dominique’a Strauss-Kahna, którego w 2011 r. oskarżono o gwałt na pokojówce. Sprawa była wstrząsem dla francuskiego establishmentu.” – pisze Łucyk. Przed Hollandem wielu prezydentów Francji miało opinie uwodzicieli, jednak prasa zwykle milczała. François Mitterrand, choć żonaty, miał równolegle kochankę i prowadził przez 20 lat „podwójne życie”. Fama kobieciarza przylgnęła też do Jacquesa Chiraca. Z wielu romansów znany też był Nicolas Sarkozy.


„Tygodnik Powszechny”: Egipt – Marszałek prezydentem[Marcin Pazurek]

Trzy lata po rewolucji Egipcjanie przede wszystkim chcą stabilizacji. Wybory prezydenckie nie będzie więc raczej zaskoczeniem.

27 stycznia, tymczasowy prezydent Egiptu Adly Mansur nominował na stopień marszałka polnego dotychczasowego generała i ministra obrony Abdela Fateha El-Sisiego. Tego samego dnia Najwyższa Rada Sił Zbrojnych – organ de facto polityczny – poparła kandydaturę swego przewodniczącego, świeżo mianowanego marszałka, na urząd prezydenta. Oficjalne zgłoszenie kandydatury marszałka to teraz jedynie formalność. A biorąc pod uwagę jego popularność w egipskim społeczeństwie i pełną kontrolę nowej władzy nad mediami, zwycięstwo ministra-marszałka jest raczej przesądzone. Tuż przed awansem El-Sisiego, w 3. rocznicę rewolucji, która  obaliła dyktaturę prezydenta Mubaraka, w starciach demonstrantów z policją zginęło blisko 50 osób. Policja pacyfikowała demonstrantów nie tylko z Bractwa Muzułmańskiego, ale też ze świeckiej opozycji. Aresztowano ponad tysiąc osób. W tym czasie na placu Tahrir, pod ochroną armii, demonstrowano poparcie dla nowej władzy. Z plakatami z wizerunkiem El-Sisiego w rękach, tysiące ludzi wyrażały uwielbienie dla przyszłego prezydenta. Nikt już nie domagał się na Tahrir wolności, chleba i sprawiedliwości społecznej.

„Tygodnik Powszechny”: Płk. Kukliński – zdrajca PRL, bohater wolnej Polski [Grzegorz Majchrzak]

Podczas gdy do kin trafia film „Jack Strong” Władysława Pasikowskiego, ponownie zaczyna się dyskusja o postaci Ryszarda Kuklińskiego.
„Nasza wiedza na temat Ryszarda Kuklińskiego i jego współpracy z Amerykanami nadal nie jest pełna. Znamy ją głównie z relacji samego zainteresowanego, a także z części ujawnionych dokumentów CIA na ten temat. Tym zaś nie wszyscy muszą dawać wiarę – jak zresztą czynią jego przeciwnicy, którzy sugerują, że prawda wyglądała inaczej. Jednak póki co wersja Kuklińskiego – co trzeba podkreślić – nie została w sposób wiarygodny podważona.” – pisze Grzegorz Majchrzak. Kukliński  jako zdolny oficer awansował w latach 60. do Sztabu Generalnego. „W końcu został Szefem Oddziału I Planowania Strategiczno-Obronnego. Dzięki temu poznał m.in. strategię Układu Warszawskiego i zorientował się, że dla Polski i Polaków ewentualny konflikt światowy z użyciem broni nuklearnej oznacza zagładę – ze względu na położenie i znaczenie strategiczne, jako linii tranzytowej dla wojsk sowieckich. W tej sytuacji dojrzewał do decyzji o podjęciu współpracy z Amerykanami.” – przypomina Majchrzak. Kukliński przez 9 lat prowadził podwójne życie agenta. Kilka razy omal nie wpadł, jednak największym zagrożeniem w jego przypadku okazała się... agentura Służby Bezpieczeństwa w Watykanie.


„Tygodnik Powszechny”: Kukliński według Pasikowskiego [Anita Piotrowska]

Zderzenie spraw globalnych z przaśnością peerelowskiej rzeczywistości – to najoryginalniejsza strona filmu Pasikowskiego. Kamera kursuje między Warszawą, Waszyngtonem i Moskwą (…), toczą się zimnowojenne gry. A na pierwszym planie polski mąż i ojciec co rano odpala starego opla i rusza z teczką do pracy. Na dwa – konkurencyjne – etaty.
W opinii Anity Piotrowskiej, Pasikowski jak mało który polski twórca wie, z czego robi się kino, a zwłaszcza tzw. kino środka. „Film, jako że skupia się na działalności pułkownika dla CIA, celowo rezygnuje z kolejnych odsłon dramatu: z politycznych sporów wokół Kuklińskiego czy jego późniejszych osobistych tragedii. Byłoby to zapewne kino zupełnie innego ciężaru, luzujące reguły sensacyjnego spektaklu, za to wchodzące głębiej w postać i bardziej problematyzujące polityczny konflikt.” – pisze – „Tymczasem Pasikowski wybrał wariant możliwie uproszczony i bezpieczny. Kukliński, zagrany przez Marcina Dorocińskiego, to polski mołodiec, który ocalił świat przed atomową katastrofą
.”

„Tygodnik Powszechny”: Sekrety pani Thatcher [Teresa Stylińska]

Z odtajnionych właśnie dokumentów dowiadujemy się, że w 1984 roku w Wielkiej Brytanii rozważano wprowadzenie stanu wyjątkowego.
Rok 1984 był dla Margaret Thatcher wyjątkowo trudny: strajk górników i próba sił ze związkami zawodowymi, trwająca de facto wojna w Irlandii Północnej, podpisanie porozumienia z Chinami o przyszłości Hongkongu, konflikt z Libią... Z odtajnionych właśnie dokumentów dowiadujemy się, że rozważano nawet wprowadzenie stanu wyjątkowego. Pośród ujawnionych dokumentów znajduje się też terminarz pani premier. „Życie oficjalne pani premier przeplata się z prywatnym: obok spotkań z politykami, członkami rodziny królewskiej i prasą wpisano tu regularne wizyty u fryzjera (120 w roku), a także (…) spokojne wieczory z mężem Denisem.” – pisze Teresa Stylińska. Strajk górników i dokerów był dramatyczny, krajowi groził paraliż. Gdy ten problem rozwiązano, nasiliły się kłopoty z IRA. „Chcę, żeby pani wiedziała, że (…) bardzo boleję nad tym, że młodzi ludzie są gotowi oddać swe życie dla sprawy, której nie może poprzeć żaden odpowiedzialny rząd” – tak pisała Thatcher w 1984 r. do Sharon, siostry Liama McCloskeya, uczestnika strajku głodowego członków IRA w 1981 r. W wyniku tego strajku zmarło 10 jego uczestników.


„Tygodnik Powszechny”: Nie takie znów czarne dziury [Marcin Bójko]
Skłonne do podkręcania tematu media napisały, że to właśnie stwierdził kilka dni temu genialny fizyk i badacz czarnych dziur.

Jednak Stephen Hawking nie zanegował całkowicie możliwości istnienia tworów tak masywnych, że nawet światło nie może od nich uciec. Owszem, w opublikowanym ostatnio artykule stwierdził, że te intrygujące obiekty wcale nie są… całkowicie „czarne”. Z punktu widzenia fizyki klasycznej, nic, nawet światło, nie jest się w stanie wydostać poza tzw. horyzont zdarzeń – punkt graniczny czarnej dziury, po przekroczeniu którego światło nie ma już odwrotu. Cokolwiek do czarnej dziury nie wpadnie, przepada na zawsze. Niemniej Hawking już w 1974 r. wysunął hipotezę, że czarne dziury wcale nie są aż tak czarne. To znaczy, że wydostaje się z nich jakieś promieniowanie, wskutek czego równocześnie dochodzi do parowania czarnej dziury.  Okazało się to jednak naukową puszką Pandory. Czym jest promieniowanie Hawkinga, dlaczego – wbrew możliwości, którą stwarza teoria – cały Wszechświat nie jest podziurkowany mikro-czarnymi dziurami, czy da się stworzyć czarną dziurę w laboratorium i tłumaczy, dlaczego nie trzeba się obawiać, że taka laboratoryjna czarna dziura pochłonie Ziemię? – pisze Marcin Bójko.

W wydaniu także dodatek prezentujący plany na najbliższe miesiące Muzeum Narodowego w Krakowie

GLK. Informacja nadesłana

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.