fesstiwal słowa w piosence
--

Recenzja: „Słowo i miecz” Witolda Jabłońskiego

Recenzje [30.10.13]

Już po przeczytaniu pierwszych kilku stron nowej powieści Witolda Jabłońskiego „Słowo i miecz”, osobiście poczułem się jak u siebie. Przypomniały mi się wszystkie wykłady ze słowianoznawstwa, w których uczestniczyłem.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

W mojej głowie znów zarysowały się malownicze postaci bóstw politeistycznych Słowian. Weles, bóg-rzemieślnik, swego rodzaju odpowiednik Hefajstosa, aczkolwiek zajmujący się również handlem, w przeciwieństwie do swego greckiego kolegi-kowala. Gromowładny Perun, którego istnienie w słowiańskiej części świata zawdzięczamy zapewne kontaktom z pochodzącymi z krainy fiordów Waregami, którzy wierzyli w Thora. Nieznana mi dotąd Mokosz, rodzima odpowiedniczka Gaji, bogini Ziemi, opiekująca się ziemią, wodą i kobietami oraz płodnością i seksualnością. Jabłoński w sposób absolutnie intrygujący tchnął nowe życie w ten zapomniany panteon, wplatając go umiejętnie jako witalny element opowieści.

„Słowo i miecz” to jednak nie opowieść o bogach, a o ludziach. Książka mianowicie w bardzo ciekawy i wciągający sposób rozwija kontrowersje wokół przyjęcia przez Polskę chrztu w 966 roku i dalszych tego wydarzenia konsekwencji, głównie polityki Bolesława I (jeszcze zanim stał się Chrobry). Na początku zapoznajemy się z bohaterami, będącymi niejako po dwóch stronach barykady. Jedna z tych stron to przywiązane do starych tradycji, wierzeń i rytuałów rody słowiańskie. W najbliższej przyszłości owi tradycjonaliści nazwani zostaną poganami i skazani na zgubę w płomieniach nowej, szybko ogarniającej tę część świata wiary w Jezusa Chrystusa. Dumni i ufni w słuszność swej sprawy bohaterowie nie zamierzają tanio sprzedać skóry, będą walczyć do końca, gotowi na wszystko, byle nie ulec drapieżnym wpływom nowej religii, którą uważają za obcą.

Podczas lektury na pewno można się przyczepić do faktu, że postaci w książce,a przede wszystkim owe strony w konflikcie są zarysowane w bardzo dużym, miejscami przewidywalnym wręcz kontraście. Poznajemy przyszłą kapłankę Mokoszy, która jako młoda kobieta, u progu życia doznała wielu krzywd od gorliwych krzewicieli wiary w Jezu Krysta. W imię starej wiary poprzysięga ona zemstę i wraz z całą galerią prawie do cna pozytywnych postaci na kartach powieści będzie snuć intrygi i walczyć przeciw chrześcijanom. Chrześcijanie zaś u Jabłońskiego są ludźmi, którzy miast zaakceptować elementy swojej natury, takie jak seksualność, korzystać z życia, cieszyć się wszystkim dookoła, obracają swe twarze w kierunku świętego krzyża i, ufni w opiekę Jezusa umartwiają się na jego podobieństwo, kalecząc swe ciała i głodząc je. Jestem być może nieco za okrutny w tym opisie, aczkolwiek na pewno sympatia narratora leży zdecydowanie po stronie starowierców. Niech to jednak nie zniechęca nikogo, do takich wniosków dojść można dopiero po lekturze całej książki i kilkudniowym ochłonięciu. W wirze wydarzeń nie będziemy mieli ani chwili na to, by czepiać się szczegółów. Poza tym w chwili obecnej bestsellery, czy to w formie książkowej, czy filmowej nabierają czasem aż absurdalnie naiwnej formy, a mimo wszystko osiągają sukces. „Słowo i miecz” na tle ówczesnych „hitów” wydawniczych nadal pozostaje arcydziełem. Co do autora zaś...

Osobiście uważam, że Witold Jabłoński mógłby zostać mistrzem wszystkich nauczycieli historii w szkołach. W moim podręczniku kwestia przyjęcia przez Polskę chrztu, opisana w telegraficznym skrócie zajmowała bodaj 2-3 strony, wliczając w to ilustracje. Wyglądało to zupełnie tak, jakby ten niesamowity przełom, swego rodzaju średniowieczna rewolucja była tylko epizodem, takim samym, jak wszystkie pozostałe w nieszczególnie pociągającej historii Polski. „Słowo i miecz”, oczywiście w bardzo luźny sposób (to przecież tylko książka, nie praca naukowa), aczkolwiek sugestywnie pokazuje, jak ciekawym mógł się jawić ów okres w historii. W końcu ludzie żyjący od setek lat przekonani o i przyzwyczajeni do takiego, a nie innego porządku świata, tak na logikę, na pewno nie przyjęli zupełnie odmiennego i obcego z dnia na dzień i bez mrugnięcia okiem. Myślę, że Jabłoński swoją twórczością zasługuje na miano popularyzatora historii i mam tu na myśli nie tylko „Słowo i miecz”, ale też jego poprzednie publikacje, a mianowicie tetralogię „Gwiazda Lucyfera”, opowiadającą o burzliwych dziejach maga Witelona, mającego szczególny związek z Dolnym Śląskiem, gdyż właśnie tu Witelon u boku Henryka Probusa, księcia na Wrocławiu spędził znaczną część swojego życia. Jak na razie gorąco polecam każdą książkę, na której widnieje imię i nazwisko Witolda Jabłońskiego.

Gabriel Wiktor Kamiński

04.05.14 10:08
/
Emerce
Ta laurka powyżej ma się niestety nijak do rzeczywistości. Książka prezentuje bardzo niski poziom od strony historiograficznej jak również jest raczej kiepskim kawałkiem literatury. Oczywiście nie oczekiwałem książki, że będzie ona książką historyczną, ale pewna zgodność z realiami i faktami powinna być zachowana skoro autor pisze o konkretnych wydarzeniach. Dodatkowo z książki wylewa się magia co jest atrybutem raczej kiepskiej gry niż dobrej książki.
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.