fesstiwal słowa w piosence
--

"Zabić gołębia" - powieść detektywistyczna nominowana do The Man Booker Prize

Nowości [07.11.13]

Wydawnictwo Drzewo Babel poleca miłośnikom dobrej literatury powieść detektywistyczna "Zabić gołębia" ąnominowaną do The Man Booker Prize

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Mówiąc krótko...

Świeżo przybyły z Ghany jedenastoletni Harrison Opoku mieszka z matką i starszą siostrą na dziewiątym piętrze wieżowca w jednym z londyńskich blokowisk. Zupełnie nieświadomy czyhających na niego zagrożeń Harri, wicemistrz swojej klasy w sprincie, pędzi przez nowe życie w butach z trzema paskami Adidasa własnoręcznie namalowanymi czarnym flamastrem.
Równie zafascynowany osiedlowym gangiem, co gołębiem przysiadającym na jego balkonie, Harri przyswaja sobie wiele osobliwych elementów nowego życia w Anglii: obserwuje, słucha i uczy się sztuczek umożliwiających przetrwanie w miejskiej dżungli.
Kiedy jednak na głównej ulicy osiedla, od ciosów nożem ginie chłopiec, i policka apeluje o zgłaszanie się świadków, zapada zmowa milczenia. Harri postanawia wszcząć własne śledztwo. W ten sposób nieświadomie naraża kruchy kokon bezpieczeństwa, jakim matka otoczyła rodzinę.
Zabić gołębia, historia zderzenia niewinności z przemocą, nadziei z brutalnością świata, ukazuje przejmujący portret chłopca u progu dorosłości.

I szczegółowo:

Harrison Opoku, bohater i główny narrator Zabić gołębia", mieszka w Kopenhadze, codziennie mija też Luksemburg i Sztokholm. To miejsce istnieje w świecie naprawdę, i to całkiem niedaleko. Kopenhaga to jeden z 14-piętrowych bloków w peryferyjnej, zamieszkanej przez obszczymurki, imigrantów i starców, części Londynu. Tu nie dotrą nigdy nawet odblaski sukcesu londyńskiego City czy królewskiego majestatu Pałacu Buckingham. Tu nawet na banknotach królowa nie prezentuje się z właściwą sobie godnością, zdaje się patrzeć dziwnie, jak ktoś, kto za wszelką cenę powstrzymuje śmiech. Nietrudno przeczuć, że opisana okolica nie stanowi wymarzonej scenerii dla nowych początków, dla zbrodni – jak najbardziej tak. Od 11-letniego Harriego, niedawno przybyłego z Ghany do Anglii wraz z Mamą i nieco starszą siostrą Lydią, by zacząć nowe, lepsze życie, dowiadujemy się już na wstępie, że popełniono tu straszne morderstwo. Zabito białego chłopca, miłego i dobrego. Zagadka jego śmierci, którą Harri z dziecięcą dufnością postanawia rozwikłać, na zawsze zwiąże się z jego własnymi losami. Zaś prowadzone „śledztwo” nieoczekiwanie wystawi „detektywów” (Harriemu pomaga jeszcze przyjaciel Dean), wzorujących się na serialowych policjantach z CSI, ale niegardzących też myśleniem magicznym, na rzeczywiste niebezpieczeństwo.

Nieznana strona Londynu, który oglądamy oczami afrykańskiego chłopca, hipnotyzuje wręcz swą drapieżną „egzotyką”, wciąga i pożera. Perspektywie „naiwnego” i „obcego” powieść Stephena Kelmana zawdzięcza swą świeżość, ostrość opisu – bez banału zbyt łatwej diagnozy i moralizatorstwa – oraz oniryczną wizyjność. Podpatrujemy świat, w którym chłopcy na przerwach w szkole najchętniej bawią się w bombiarzy samobójców („Bombiarz samobójca to jest wtedy, jak z całej siły wpadasz na drugą osobę. Jeśli ta osoba upadnie, dostajesz sto punktów”). Dowiadujemy się jak Harri, że najlepszym przyjacielem mężczyzny jest Przekonywacz (czyli kij bejsbolowy) oraz drink. Chcąc, nie chcąc, uczestniczymy w prowadzonym przez czarnych chłopaków z gangu dla młodszych adeptów instruktażu ciukania (celnego godzenia nożem). Zaczynamy wreszcie podzielać strapienie naszego bohatera – w takich warunkach nawet tak mocny atut, jak umiejętność szybkiego biegania, może nie wystarczyć do przeżycia i zakończenia „śledztwa”. Przydałyby się jakieś supermoce. Albo przynajmniej wpływowy sprzymierzeniec. I on się na szczęście pojawia. Opiekunem i powiernikiem Harriego staje się… gołąb. Gołąb, który przemawia w tej powieści, i tylko on zna naturę rządzącego ludźmi przeznaczenia.
Zabić gołębia czyta się z zapartym tchem – „wątek kryminalny” rozwija Stephen Kelman po mistrzowsku i w sposób zaskakujący. Czytelnika nurtuje nie konwencjonalna kwestia, kim jest morderca – z dostarczonych nam pozornie nieważkich dziecięcych obserwacji możemy to wywnioskować sami prędzej czy później. Tym, co trzyma w napięciu do końca, jest pytanie, czy małoletni detektywi udźwigną tę mimowolnie odsłoniętą przez siebie prawdę i czy coś z nią zrobią mimo ponurego oporu skutej łańcuchem milczenia społeczności.

Opinia o książce:

Ta powieść z godnym podziwu mistrzostwem pokazuje przerażonych nastolatków kryjących się pod maskami twardzieli z gangu. (Observer)

Historia Harrisona wciąga bez reszty. Jedną z najtrudniejszych rzeczy w literaturze jest pisanie z punktu widzenia dziecka. Stephen Kelman robi to genialnie. (Guardian)

Powieść Stephena Kelmana to przejmująca historia, wartka akcja i pełni wdzięku bohaterowie. Żywy portret namalowany uczciwie, życzliwie i dowcipnie. (Daily Telegraph)

Kilka pytań do Stephena Kelmana:

Pięć pana ulubionych powieści i dlaczego są ulubione?

Stephen Kelman: Folwark zwierzęcy (George Orwell) – za oszczędność, uczciwość i precyzję z jaką zgłębia tak rozległy temat w całkowicie nieoczekiwany, ale jak najbardziej przekonujący sposób.
Paddy Clarke ha ha ha (Roddy Doyle) – za żywiołowość i zrozumienie dla ludzi
Pingwin (Polly Dunbar) – najpiękniejsza książka, jaką znam – cięta, zabawna, przejmująca i radosna: cała biblioteka emocjonalnej przenikliwości zawarta w niespełna 200 słowach (i śliczne obrazki)
Myszy i ludzie (John Steinbeck) – liryczna, ale powściągliwa, głęboko moralistyczna ,ale bez cienia obłudy.
Śniadanie mistrzów (Kurt Vonnegut) – nie potrafię powiedzieć dlaczego robi takie wrażenie, nie wiem o czym jest i nie obchodzi mnie, co chce nam powiedzieć – i dlatego właśnie uważam, że jest doskonała. Artystycznie odważna, a jednak ludzka. W zwariowany sposób niedorzeczna, a przy tym absolutnie istotna.


Pana ulubieni autorzy? Dlaczego właśnie oni? Proszę podać pięć nazwisk.

Stephen Kelman: Różnie, za ich ludzkie podejście, pionierski duch, hojność i wrodzony talent: Kurt Vonnegut, Richard Yates, Roddy Doyle, Douglas Coupland, George Orwell.

Kto lub co, miało największy wpływ na Pana decyzję, by zostać pisarzem?

Stephen Kelman: To nie była decyzja: po prostu zawsze czułem potrzebę pisania, zanim jeszcze na tyle dorosłem, żeby wiedzieć co to naprawdę jest pisarz. Ale moja matka i różni nauczyciele angielskiego z pewnością odegrali pewną rolę zachęcając mnie do czytania mnóstwa książek od najmłodszych lat.
Co Pana zainspirowało do napisania Zabić gołębia?
Książka była moją reakcją na niekończący się potok złych wiadomości wylewających się z mediów, reakcją na powszechnie panujący pogląd, że Wielka Brytania jest pęknięta a jej dzieci – zarówno rdzenni Brytyjczycy jak imigranci – skazane na życie w ubóstwie i beznadziei. Przemoc dzieci wobec dzieci wymknęła się spod kontroli, dzieciaki zabijają jedno drugie bez powodu, horyzonty zacieśniają się z dnia na dzień, młode pokolenie nie może liczyć na społeczeństwo – takim obrazem karmią nas serwisy informacyjne i jest on z jednej strony przygnębiająco ścisły, a z drugiej - zupełnie odbiega od prawdy. Spędziłem dzieciństwo na osiedlu domów komunalnych i dostarczyło mi ono zarówno przeżyć pozytywnych jak i negatywnych – z jednej strony na własnej skórze odczułem rozmaite przejawy napięć społecznych i różne formy niedostatku, z drugiej - miałem też szczęście, że należałem do wielokulturowej społeczności, której różnorodność po prostu mnie wzbogaciła jako człowieka i jako początkującego pisarza. Właśnie to środowisko sprawiło, że wyrobiłem sobie pogląd na problemy, z którymi zmagają się dzisiaj takie miejsca na całym świecie. Nie mogę zaprzeczyć, że od czasów mojego dzieciństwa pod pewnymi względami sytuacja się pogorszyła – przestępczość, narkotyki, antyspołeczne zachowania są o wiele częstsze, a desperacja do jakiej doprowadza życie w takim środowisku, wydaje się dziś sięgać głębiej. Mam jednak również świadomość pozytywnych aspektów życia na blokowisku i chciałem je pokazać. Bohaterowie książki są pełni życia, tryskają energią, nie poddają się i chociaż mają świadomość swoich ograniczeń, biegną na spotkanie z losem pełni determinacji i czarnego humoru. Jest w nich jakaś przekorna żywiołowość, która sprawia, że nie sposób widzieć w nich białe i czarne charaktery – są to po prostu dzieci, które są dziećmi najlepiej jak potrafią, mimo wysiłków społeczeństwa, żeby narzucić im przedwczesną i okrutną dorosłość.

Najbardziej przereklamowana z książek, które Pan czytał?

Stephen Kelman: Nie czytam książek kierując się ich popularnością czy uznaniem krytyki, a niedobrej książki nigdy nie przeczytałem do końca.


Gdyby każdy miał przeczytać tylko jedną książkę, co by Pan polecił jako obowiązkową lekturę?

Stephen Kelman:  Gdyby wybór padł na Myszy i ludzi, nie próbowałbym nikogo odwieść od tego zamiaru.


Najlepsza rzecz jaką Pan napisał?


Stephen Kelman:  Nie mnie oceniać. Przypuszczam, że będzie to ostatni utwór, jaki w życiu napiszę.


Co Pan ostatnio napisał, co się Panu nie podobało i znalazło się w koszu i dlaczego?


Stephen Kelman:  Nie mam kosza na śmieci, oddaję makulaturę.


Czy z procesem pisania wiąże się u Pana jakiś szczególny rytuał?

Stephen Kelman:  Pisać, pisać, aż coś dobrego z tego wyniknie. Pamiętać, że to nigdy nie jest tak dobre, jak mi się wydaje.

GLK. Informacja nadesłana

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.