fesstiwal słowa w piosence
--

Recenzja: Szatańskie wiersety" Salman Rushdie

Recenzje [01.01.14]

Zanim zabrałem się za lekturę „Szatańskich wersetów” Salmana Rushdie postanowiłem zasięgnąć opinii o tej książce. Na pewno, gdziekolwiek by nie szukać, można się dowiedzieć, że stała się bezkompromisowym bestsellerem.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Jej sprzedaż poszybowała po tym, jak Ruhollah Musawi Chomejni uznał powieść za herezję i wydał fatwę na autora. Fatwa to wezwanie, rozkaz od Ajatollaha, będącego kimś w rodzaju sędziego najwyższego, do wszystkich wyznających Islam. Wezwanie, które w przypadku kwestii Salmana Rushdie głosiło karę śmierci za herezję, szyderstwa nad wielkim prorokiem Mahometem. W dzień, którym Chomejni wydał publicznie to oświadczenie był zapewne dniem, w którym wydawcy „Szatańskich wersetów” z jednej strony pobledli ze strachu, z drugiej zaś zacierali ręce. Informacje, komentarze, opinie, nie ma lepszej formy marketingu i reklamy niż środki masowego przekazu. W 1989 roku zaś temat kontrowersji wokół książki nie schodził ze szklanego ekranu i pierwszych stron gazet.

To wszystko jednak nie powinno ogniskować na chęć sięgnięcia po ową lekturę. Karty „Szatańskich wersetów” w żadnym stopniu bowiem nie pachną płonącymi zgliszczami podstawowych założeń Islamu, nie tchną żarem bezczelnej herezji.

Sytuacja zaś przedstawia się tak. Standardowy lot pasażerski z Bombaju do Londynu sabotuje grupa terrorystów, którzy wysadzają samolot. Giną wszyscy pasażerowie poza dwoma niezwykle oryginalnymi dżentelmenami. Jednym z nich jest Dżibril Farista, znany hinduski aktor, który wsławił się w swojej ojczyźnie brawurowymi kreacjami starożytnych bogów. Spadając w dół, szybując w powietrzu pośród skrawków rozerwanego aeroplanu Dżibril przemienia się w anioła, awatara archanioła Gabriela. Dzięki temu ma możliwość ratowania swego dopiero co poznanego podczas lotu przyjaciela – Saladina Camca. Saladin z kolei całe życie przeżył w Londynie, próbując za wszelką cenę wtopić się w otoczenie, dać się przeniknąć przez brytyjskość do tego stopnia, by nigdy nie zostać uznanym hinduskiego emigranta. Jego perfekcyjna znajomość angielskiego i nieprzeciętna dykcja sprawiły, iż w swojej nowej ojczyźnie podkłada on głos pod różne postacie w radiowych i telewizyjnych audycjach. Po eksplozji samolotu i po miękkim lądowaniu w objęciach Dżibrila okazuje się, że Saladin przemienił się w diabła, wyrosły mu rogi, ma kopyta i z całą pewnością więcej owłosienia niż zwykle. W taki oto sposób Rushdie zarysowuje pierwsze antagonizmy, którego reprezentantami będą Saladin i Dżibril. Londyn i Bombaj, kultury Wschodu i Zachodu, Dobro i Zło, Niebo i Piekło i wreszcie, co zaowocowało tak globalnymi kontrowersjami – Chrześcijaństwo i Islam.

Chciałbym spróbować wytłumaczyć moje własne podejście do „Szatańskich wersetów”, które być może zachęci innych poszukiwaczy do sięgnięcia po owo tomiszcze. Będę jednak zmuszony pokusić się o pewną dygresję.

Jest pewna, mająca swe korzenie w Buddyzmie filozofia, którą określa się jako non-dualizm. Oznacza ona po krótce (choć nie sposób tego po krótce wyjaśnić nie ocierając się o banał), że nie istnieję „ja” jako jedna strona i „wszechświat” jako druga strona wzajemnych interakcji. Obraz, który oglądam nie jest piękny, jego piękno odnalazłem w sobie i przeniosłem je na ów obraz.

Idąc dalej (a poruszam się tylko i wyłącznie w mojej własnej interpretacji owej filozofii) odnajduje we wszechświecie dokładnie tyle, ile jestem w stanie odnaleźć w samym sobie. Sądzę, że tyleż samo każdy z nas jest w stanie odnaleźć w powieści Salmana Rushdie. Osobiście odnalazłem w niej spokojną, pełną magicznego realizmu, autentyczną przyjemność z lektury. Jak wielu innych przede mną rozpocząłem lekturę powodowany chęcią zrozumienia wszystkiego, co w niej zawarte. Zabieg ów kończy się najczęściej w okolicach sześćdziesiątej strony, po czym powracam do początku mając świadomość jedynie przebiegu fabuły. Po powtórzeniu czynności pięciokrotnie znam na pamięć treść książki aż do sześćdziesiątej strony, obawiam się jednak, że trzeba naprawdę dysponować dużą dozą wiedzy o zagadnieniach poruszanych przez autora i przeplatających się w treści labiryntów płaszczyzn i kontekstów, by zrozumieć w pełni „Szatańskie wersety”. Nie umniejsza to jednak formie, w jaką te wszystkie zagadnienia ubrał Rushdie. Przyjemność z uczestniczenia w tak wystawnej uczcie językowej przypomina mi twórczość Joyce'a. Zawartość merytoryczna tej księgi posłużyła i posłuży zapewne jeszcze przez długi czas jako paliwo dla mnóstwa analiz naukowych z zakresu literaturoznawstwa, kulturoznawstwa i wielu innych dziedzin humanistycznych. Owacja na stojąco dla Jerzego Kozłowskiego, który przełożył tę literacką ucztę na potrzeby publikacji Rebisu.

 Do lektury zachęcam wszystkich spragnionych prawdy łowców kontrowersji, jak i tych, którzy po prostu lubią, gdy czas przeznaczony na lekturę płynie wolno jak żywica, by po dłuższym czasie zatrzymać się i stać się bursztynem.

Gabriel Wiktor Kamiński

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.