fesstiwal słowa w piosence
--

Ryszard Matuszewski - Alfabet. Wybór z pamięci 90-latka

Recenzje [24.09.04]

Jak pisze kokieteryjnie we "Wstępie" Autor recenzowanej przeze mnie książki "Alfabet. Wybór z pamięci 90-latka" Ryszard Matuszewski: "Wiem, że to żaden słownik ani encyklopedia(...),(...) Za często wyłazi ze mnie stary belfer, czyli nudziarz. A może niewyżyty wspominkarz ? (...). O, ile był dał Mistrzu, pozwolę sobie tak tytułować Ryszarda Matuszewskiego, żeby "zanudzali" mnie w tak interesujący i wciągający sposób Autorzy podobnych książek.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Skromność i takt, to zbyt blade epitety przy całej klasie barwnego, długiego i wciąż twórczego życia Ryszarda Matuszewskiego, eseisty, krytyka literackiego, tłumacza literatury francuskiej, autora wielu podręczników, który jak nikt umie ważyć na szali sądy własne, poglądy swoich interlokutorów, współpracowników, oponentów i czytelników. Tu można zacytować motto, że nie pomylę się jeśli powiem jednego z najbardziej cenionych przez Matuszewskiego, a niedocenionych u nas pisarzy Stefana Themersona, zamykające biogram Jacka Podsiadły, iż Pewniki są śmiertelne, polityka jest śmiertelna, poezja i (poeci) są śmiertelni, dobre maniery są nieśmiertelne.

Niby drobiazg szanowni Państwo, a jednak, ba ostatnio nawet traktowany jako zbyteczny balast na nowych salonach i w kuluarach, powraca do łask, z tym, że niektórzy zapomnieli już jak należy ich używać. Bo nieśmiertelność dobrych manier polega przede wszystkim na sposobie w jaki traktujemy swoich bliskich lub dalekich wrogów, oponentów, nie akcentując zbytnio swojej "ważności", czy też zasług...dla tejże nieśmiertelności do której zmierzamy w tym wypadku poprzez własną twórczość literacką.

Chylę czoła od pierwszych stron tego szczególnego dzieła pamięci i doświadczenia jakim jest Alfabet... Matuszewskiego, przed wrodzoną umiejętnością jego Autora do "wyłuskania" z każdej opisywanej przez niego postaci; twórców często stojących w jawnej do siebie opozycji -jak np. Bolesław Piasecki, Jerzy Putrament, Artur Sandauer czy Jacek Trznadel, jasnych, czytelnych ludzkich cech, nie tracąc przy tym z oczu własnego na ich temat zdania czy sądu. I bynajmniej nie jest to sąd...kapturowy czy też stricte koleżeński oparty na taryfie ulgowej. Nie jest też Matuszewski w swoim autorskim Alfabecie kaznodzieją czy literackim guru.

On po prostu pamięta ich takimi jakimi byli, oddzielając ich własne cechy charakteru, pisarski talent i pasję od natrętnych politycznych uwarunkowań.
Pierwsze co się rzuca w oczy, to mimo politycznej atmosfery, prób sterowania kulturą i jej twórcami przez ówczesną władzę, Ci polemizowali i kłócili się ze sobą jakby poza oczami władzy , i naprawdę chodziło im o sztukę, o jej idee, o obronę własnej filozofii i literackiego creda niż tylko o przypochlebienie się oficjalnym salonom jak to powtarza się ostatnio wbrew albo zgodnie z doktryną cykliczności czasu.

Największym myślę sukcesem jest przeżyć dziewięćdziesiąt lat w tak zmieniających się dynamicznych i często irracjonalnych czasach naszej polskiej nie-rzeczywistości mając przez cały czas niezachwianą wiarę w oczyszczającą moc prawdy, wiedzy, własnej filozofii życia połączonej z odrobiną cierpkiego sceptycyzmu, dystansu do teraźniejszości i autoironii.

Skala zasięgu Alfabetu... przekracza li tylko sztywne ramy literatury i opisuje w kontekście szeroko pojętej działalności artystycznej twórców tej miary co Kazimierz Dejmek, Erwin Axer, Jerzy i Jan Kreczmarowie, Gustaw Holoubek czy Marian Eile, Marek Edelmana, Jan Rossman i wielu wielu innych.
Autor Alfabetu... ale i licznych antologii poetyckich, książek krytycznoliterackich, tłumaczeń jest jednym z ostatnich jej przedstawicieli, bo niestety czas zgodnie z borgersowską dotryną cykliczności zakłada, że W nieskończonym czasie liczba permutacji możliwych powinna być osiągnięta i wszechświat musi powtórzyć się. Znowu poczęty będziesz z czyjegoś łona, znowu urośnie twój szkielet, znowu ta sama stronica trafi do rąk twoich, tych samych, znowu przeżyjesz wszystkie godziny aż po godzinę twojej niewiarygodnej śmiertelności.

Zmieniłbym w tym cytacie tylko tryb warunkowy na tryb przypuszczający potencjalny. Bo musielibyśmy założyć, że spełnione zostaną pewne warunki, by jeszcze raz wszystko powróciło w takiej samej formie i postaci.
Niestety nietzscheańska idea Wiecznego Powrotu wsparta teorią mnogości i obliczeniami Cantora pozostaje na razie w sferze teorii, tak więc musimy zaufać Matuszewskiemu, że ludzie, zjawiska, dzieła o których pisze zostały zrealizowane i "powrócą" do nas nie tylko w formie np. alfabetycznego ciągu biogramów i haseł, które ożywić możemy łącząc je z doświadczeniami naszej własnej pamięci. Wszak tak jak i ich Twórca przeżyliśmy własną mikrocząstkę udziału w szeroko pojętej kulturze czytając prasę literacką, śledząć polemiki, spory literackie, sięgając po dzieła pisarzy wiedzeni bądź ciekawością, bądź potrzebą uzupełnienia własnej wiedzy duchowej.

Przeglądając Alfabet... Ryszarda Matuszewskiego mogę mu tylko zazdrościć, że dane mu było zobaczyć, dotknąć i poznać tak wielu osób i zjawisk w naszej kulturze literackiej, które dla mojego pokolenia czterdziestolatków pozostaną tylko rodzajem palimpsestu, choć niektórzy młodzi krytycy związani czy to z lewicą czy prawicą próbują na nowo "zapisać" czy nazwać to i owo, bo wydaje im się, że zaoszczędzą nam czasu na dociekanie i wyrabianie sobie własnych niezależnych sądów.

Owa niezależność i niepodważalne własne autorstwo Ryszarda Matuszewskiego również w tych czasach przynależą do dobrych manier. Zbyt dużo bowiem koniunkturalizmu, apologetyki i powierzchowności gości na łamach czasopism kulturalnych. Coraz częściej też wszyscy zdają się wypełniać jakąś zleconą im misję, a to pilnowania czystości idei w sztuce , a to schlebianiu mocodawcy, sponsorowi czy urzędnikom.

Osobisty Alfabet Ryszarda Matuszewskiego jest od tego wszystkiego wolny. Może to być, o paradoksie jeden z ostatnich wolnych i niezależnych alfabetów, bo w alfabecie też nam coś ostatnio zaczynają "majstrować" w Unii.

Iskry w osobie ich właściciela wydawcy Wiesława Uchańskiego mają to niezwykłe szczęście uczynić niemal znakiem znakiem firmowym tego rodzaju książki wspomnieniowe jak alfabety". Wzorem niech będzie tu Alfabet Wspomnień Słonimskiego czy Abecadło Kisiela.

Życzę wszystkim by wiedzeni wewnętrzną koniecznością, a nie tylko ciekawością sięgnęli do tej osobistej autorskiej spowiedzi Mistrza Matuszewskiego. Życzę bibliotekom by zgodnie z obietnicami otrzymały od Ministersta Kultury pieniądze na zakupy książek i aby właśnie Alfabet Ryszarda Matuszewskiego mógł stanąć na półce obok podobnych dzieł Słonimskiego, Kisiela, Miłosza, Kijowskiego, Górzańskiego bez których przeczytawszy nawet wszystkie najważniejsze literackie dzieła nie będziemy w stanie pojąć istoty i sensu literatury na którą składają się również indywidualne życiorysy jej Twórców, ale najlepiej byłoby dla nich, żeby "opowiedziane" zostały piórem takich mentorów, obserwatorów, uczestników i oddanych przyjaciół jakim jest dla nich od dzisiaj mój Mistrz - Ryszard Matuszewski.

Ryszard Matuszewski, Alfabet. Wybór z pamięci 90-latka, wydawnictwo Iskry, Warszawa 2004, format książki: 165x235 mm,op. twarda,s. 525, ISBN 83-207-1764-7.

Gabriel Leonard Kamiński

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.