fesstiwal słowa w piosence
--

Recenzja: "Jak błądzić skutecznie" Zbigniew Mikołejko w rozmowie z Dorotą Kowalską

Recenzje [24.05.13]

Wywiady rzeki sprzyjają i głębokiej refleksji i pewnemu tonowi życiowego unisono, w którym staramy się jeszcze nie stawiać ostatniej gamy, ale już czujemy, że to może być jedna z końcowych harmonijnych kadencji.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

To muzyczne porównanie jest tu o tyle użyteczne, iż rozmowa Mikołejki z Dorotą Kowalską jest pewnego rodzaju utworem muzycznym, gdzie rozdziały zastępują tradycyjne akordy mające charakter zakończenia, a w harmonii klasycznej stanowią trójdźwięki: toniki, subdominanty lub dominanty.      
  
             Zaczynamy od rozdziału I "W objęciach snu", by przejść gładko do "Blizn dzieciństwa" i dotykamy struny "Losu, przeznaczenia i fatum". Te trzy powiązane ze sobą egzystencjalno- metafizyczne osobiste akordy  porządkują materiał słowny w ten sposób, że jedne wypowiedzi zależne są od innych na zasadzie swoistej hierarchii. A hierarchie tą tworzą "Blizny dzieciństwa". To od ich durowej tonacji i subdominant zależą pozostałe diapazony Mikołejkowej wypowiedzi.          
             Jak mówi Profesor "dzieciństwo nas określa raz na całe życie" - z jednej strony konstytuuje, z drugiej osacza, bo tak naprawdę nigdy się nie kończy. Wierzymy w jego pierwotne atrybuty: młodość, naiwność, wyobraźniowość, a z drugiej stajemy się zakładnikami. Tkwi w tym zamierzony dysonans, bo przez to, że było biedne i ciężkie, wzmacnia nas na później, ale tak naprawdę osłabia  łudząc obietnicą, że w końcu nadejdzie ukojenie, spokój, stabilizacja i jak matka przytuli nas i pogładzi po głowie.  Mikołejko wie, że w jego wypadku to "umatkowienie" rzeczywistości jest zabiegiem czysto prestidigitatorskim.  

      Następną subdominantą w tym wiwisekcyjnym akordzie jest trójdźwięk: "historia, komunizm, wiara, niewiara". To moment w którym Profesor odsłania nam swoje poglądy, w tym również polityczne. Nie kryje, że jest z opcji Adama Michnika i "Gazety" zresztą inaczej nie wciągnięto by tego wywiadu- rzeki do serii "Biblioteka Gazety Wyborczej". Zgrabnie omija problem dekomunizacji, a za to dość surowo ocenia społeczeństwo, które według niego nie powinno narzekać na władzę, tylko zakasać rękawy i jeszcze bardziej pracować dla dobra i na rzecz? No właśnie ale jakiego dobra i na czyją rzecz? Kiedy system wprowadzony po 1989 przez jego kolegów spauperyzował 90% społeczeństwa, zdławił rodzącą się klasę średnią i do dzisiaj nie odbudował zlikwidowanych 3 mln miejsc pracy - chociaż usilnie o tym przekonywano na łamach "Gazety" - to nikt z tzw. opozycyjnej elity nie protestował. Wszyscy, uwłaszczeni komuniści i styropianowcy chcieli się nareszcie odkuć - raz na całe życie. No bo u nas inaczej się nie da. Transferowanie biedy jest  taką polską tradycją rodem z II RP. Podziały na bardzo biednych i bardzo bogatych jak w USA, tyle, że u nas jest to USA bis.     
           Profesorowi nie przeszkadza, że intelektualiści najczęściej milczą, a tzw. środowisko naukowe korzystając z państwowych pieniędzy nie zaprotestuje, bo ważniejsze jest utrzymanie własnego status quo. Chociaż wspomina o tym w kilku zdaniach.        

               Potem mamy już w tym utworze słowno-muzycznym tylko same dominanty: "śmierć, kobiety, uczucia, zmysły" połączone w jeden wspólny ontologiczny diapazon "od narodzin, po dzieciństwo, dorosłość i naszą seksualność zmierzamy ku śmierci" jak w chocholim tańcu. Zauroczeni jego żywiołowością nie zauważamy kolistości po której poruszamy się uwiedzeni przez wszechobecną żywiołowość. Improwizując, drobimy kroki i odbijamy się albo od lustra albo od ściany. Boski plan nie przynosi zbawienia, może jedynie odroczenie wyroku stąd może bierze się niewiara Mikołejki.  Ludzki zaś, to ciągła wojna, czołganie się, okopywanie, wyczekiwanie - swój czy wróg?

               Ostatnia część mówionego akordu, to gama toniczna: jesień, przemoc  i błądzenie". To ostatni już trójdźwięk, który ma za zadanie jakby usprawiedliwić niektóre wypowiedzi, gdyż naszą ziemską powinnością jest błądzenie, kluczenie, mylenie pogoni. Bo człowiek to w gruncie rzeczy zwierze, uczłowieczone zwierze. Niedostosowane społecznie zwierze indywidualne, które jest jakby w stadzie, ale działa obok stada. Robiąc wokół tego cały ten teatr i zgiełk, tak żeby wzniecony kurz stanowił naturalną osłonę. Bo zwierzę nie lubi się tłumaczyć, z tropów, zasadzek i polowań. Ale jest jeszcze nadzieja, że starość stępi myśliwski instynkt i stanie się behawioralną ekspiacją uwalniającą nas z roli sprawcy i ofiary. I co nam zostaje: błądzić, jeszcze raz błądzić?
             Poszczególne akordy- rozdziały porządkują reprodukcje, których symbolika ma kluczowe znaczenie do wprowadzenia czytelników w  tonację lub inotnację poszczególnych rozdziałów. Książka dla tych, którzy uwielbiają atonalność w mowie i muzyce. Chociaż wydaje się, że zamiary prof. Mikołejki były zgoła bardziej klasyczne. Powiedzieć o sobie w tonacji dur-mollowej tyle, aby kążdy mógł sam odegrać- zrozumieć to na własną modłę. Przecież sami jesteśmy dyrygentami własnego losu.
         Trawestując scenę z "Osiem i pół" Felliniego - rodzice gdzieś tam z drugiej strony pół żartem, pół serio raz na jakiś czas pogrożą nam palcem.

 

 

Gabriel Leonard Kamiński

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.