fesstiwal słowa w piosence
--

Recenzja: „Czas równoległy", Zdzisław Mikłaszewicz

Recenzje [09.05.16]

Nowy tom Zdzisława Mikłaszewicza „Czas równoległy" otwiera motto: „Poezja zawarta w tym tomie powinna być wędrowaniem pomiędzy tym, co skończone, a tym, co absolutne. Próbą ujęcia tego, co niemierzalne, i zarazem rozmową podmiotu z innym podmiotem oraz przedmiotami. Niezależnie jednak od przeczytanej literatury, wsparcia innych czy własnych przemyśleń – na początku i na końcu poezji jest daimonion".

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Daimonion, głos ostrzegawczy towarzyszący nam ja jawie i we śnie powoli staje się, czy tego chcemy, czy nie chcemy naszym alter ego. To z nim prowadzimy wymianę myśli, monologujemy przeświadczeni, iż  przemawia poprzez nasze usta. Czy jest naszym wewnętrznym sumieniem, czy naszym podświadomym audytem stanu ducha, to się z czasem okaże, gdy pewne wypowiedziane prawdy przybiorą pozę prawd ostatecznych: 

Skarabeusz

mógłbyś być prusakiem
karaluchem karaczanem wschodnim
nocami spadać z sufitu
wyjadać otręby w kuchni

milczący faraonie w czarnym odwłoku
tak ciężki gdy przebierasz nóżkami na blacie

patrząc na ciebie myślę o Chepri
chciałbym rozłożyć skrzydła i lecieć
wiesz przecież łączy nas ta sama iskra

póki co ja i ty –
książę robaków
siedzimy
na otomanie w kurzu
czekając na chwilę olśnienia

Kiedy się czyta wiersze Mikłaszewicza to od początku wyczuwa się tu inspirację oszczędnym obrazowaniem podobnym do poetyki Zbigniewa Herberta i dozę sceptycyzmu przechodzącego w liryczny sarkazm:

Skojarzenia

zazwyczaj gdy myślimy o ptakach
widzimy orła
czasem słowika sowę
lub wróbla w przypadku zmęczonych życiem
i nihilistów

tymczasem ptak to też
kura i kiwi
królestwo tanich obiadów
i grubonogie nieloty

czy zawsze człowiek
ma brzmieć
górnolotnie

Odniesienia do tradycji kulturowego dziedzictwa, którego jesteśmy spadkobiercami mają tu dwojakie konotacje, z jednej strony współtworzą nasze narodowe i rodzinne mity, z drugiej stają się ich łagodną karykaturą:

Granica umowna

Ding Jinhao porył kluczami kamień w Luksorze
miał piętnaście lat
rzeźba trzy tysiące
był rok dwa tysiące trzynasty
archeolodzy dziesiątego tysiąclecia po Chrystusie
wnioskują o chińskich wpływach
w Egipcie i synkretyzmie religijnym między Morzem Żółtym
a Śródziemnym

Przy okazji demitologizują i desakralizują naszą osobistą legendarną genealogię:

Mój brat

był jak pluszowy miś z oberwanym uchem
na głowie liść
na plecach otwarta rana
ślad po wspinaczce na mury parkanu

byłem małym generałem
stałem na wzgórzu i kierowałem atakiem na krzaki
patrząc na natarcie
oddziały z kijami
umorusane błotem

później dorośleliśmy
on opuścił moje wojsko
ale wciąż walczył na froncie
a ja stałem na wzgórzu w pozycji reportera
bez armii chociażby najemników

patykiem w dłoni wydziobuję szramę
która ma przywrócić czucie

Ciągle towarzyszy nam mit założycielski, który ograniczają cztery ściany naszego komunalnego mieszkania. Staramy się dać własne świadectwo walcząc z codziennością, przemijaniem i jego bylejakością:

Jeżeli

pozostały nam świadectwa zwykle z drugiej ręki
płótno mające być dowodem
i wizje tych którym ukazał się później

jeżeli poezja ma
być
nie wiem czy są przedmioty opisu bardziej istotne
niż
czas
i świat poza
czasem

a więc stoimy
patrząc i niedowierzając
czekając na dowód
osobiste widzenie
które może być wyrokiem

Towarzyszą nam przy tym sceptycyzm, niedowierzanie, zwątpienie i strach. Wypełniają sobą przestrzeń, stając się szkołą naszej filozoficznej gnozy. Jedynymi nauczycielami zostali nasi zapomniani i w większości martwi Mistrzowie, którym dedykujemy swoje teksty: Herbert, Beckett, Różewicz, Beksiński. Wszystko jest bezpieczne i pod kontrolą: nie mogą na nie odpowiedzieć:

Mane tekel fares
                                                 pamięci Samuela Becketta 

na ścianie zdjęcie
architekt bezkresu

obok okno
druga przestrzeń która miała być przywrócona

poniżej
skorupy które obejrzą archeolodzy
wróżąc z aluminiowej puszki sterty plastiku
cmentarzyska pojazdów

czy nie lepiej by pozostały
rzeczy proste
bez wynaturzeń w rodzaju
poezji

czy wyjaławiać pole
aż zostanie
kopczyk pamięci
kopczyk żalu
na jednej ścianie
anioł poranka
na drugiej ścianie
anioł zagłady


U drzwi
                                                                    pamięci Tadeusza Różewicza

widziałem mięso

nie były to zwłoki
ten termin rezerwujemy dla potrzeb
matki brata
kochanki
idola z ekranu telewizji

to było mięso
podane na chodniku w centrum miasta

nic nie unosiło się wokół
tylko flaki
rozcięte tętnice
bez gwiazd w źrenicach

widziałem to było obok kościoła
poza kręgiem przechodniów
kosmos rozszerzał się tak samo

Kiedy świadectwo będzie już nam raz dane, przejdziemy do następnej klasy z wyróżnieni poprzecznym paskiem, pozostaje nam jeszcze to wewnętrzne daimonion, ten dwugłos w nas:

Dwugłos

przeglądając kroniki głównie widzimy
umieranie

poradniki mówią dziesięć tysięcy godzin
pomaga osiągnąć doświadczenie
tu jednak próba jest jedna

stajemy więc
równolegle

patrząc i nie widząc
wiedząc i zapominając
starając się uratować resztę
rozsądku zwanego
godnością

To  tak niewiele i zarazem bardzo dużo. My i my - jedno w jednym, jedno w drugim. Niepowtarzalność linii papilarnych i jednostajność rytmu serca, nieregularność rysów twarzy i tętna, zachwiania równowagi i duchowe kalectwo, za które może otrzymamy emeryturę socjalną i dwudziestoprocentowy dodatek za utratę pewności siebie, za tymczasowość i
degrengoladę spełnianą tu i teraz na tej ziemi. Wbrew dziedzictwu, genealogii i osobistej mitologii rozpisanej na wielogłosy, tych których już niema i tych którzy dopiero nadejdą wraz ze ślepym losem, ślepym tłumem, który od biedy nazywamy swoimi braćmi:

Braciom

                                                                     pamięci Anny Politkowskiej  

żaden naród nie jest zły
żaden naród nie jest dobry

słowa
nie przywrócą miast
nie ulżą
oczom patrzącym w ścianę

jeżeli naprawdę warto pozbyć się oddechu
to powtarzając brak zgody
raz szeptem
raz na głos

fala wprawia w drżenie mur
i wieża upada

Wieża upada, osiągamy nasz upragniony minimalizm. On pomoże nam przetrwać te pieskie czasy, ten czas niedokonany, zmarnowane szanse na coś, co mogło wstrząsnąć naszą egzystencją - tu i tylko tu. To nasze czasy równoległe.

Gabriel Leonard Kamiński

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.