fesstiwal słowa w piosence
--
Łabędzi śpiew, Papierowy Księżyc, Robert McCammon
Więcej o
Autorze/Tłumaczu

Recenzja: "Łabędzi śpiew", t. 1 Robert McCammon

Recenzje [25.03.14]

Twórczość tego amerykańskiego pisarza ominęła mnie całkowicie. Nic dziwnego – jego najbardziej znane powieści, Magiczne lata i Łabędzi śpiew, choć debiutowały w latach 80. i 90., dopiero niedawno doczekały się tłumaczeń.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Wydany w dwóch tomach Łabędzi śpiew często porównuje się z Bastionem. Wprawdzie fabularnie różnią się od siebie – u McCammona przyczyną zagłady jest nie wirus, lecz użycie broni jądrowej – lecz miejscami pierwszą część czytało mi się równie przyjemnie co starego, dobrego Kinga. I mimo że sceny opisano barwnie, z naciskiem na detale, głównych bohaterów jest zaledwie kilkoro i da się do nich przywiązać, fabuła jest dość wciągająca, a całość czyta się z przyjemnością, nie mogę z czystym sumieniem uplasować tytułu na tej samej półce co tworów mistrza z Portland. Powody są najpewniej dwa: dość stereotypowe, papierowe postaci oraz nieumiejętne wplecenie wątku fantasy w postapokaliptyczną rzeczywistość.

Autor przedstawia czytelnikowi równoległe historie – które z pewnością zazębią się w drugim tomie – grupek ocalałych. Kilkuletni Roland, przebywający akurat w podziemnej twierdzy przygotowanej na wypadek ataku nuklearnego, łączy siły z dowodzącym schronem pułkownikiem Macklinem. Bezdomna, szalona kobieta ledwo uchodzi z życiem gdzieś w opuszczonych tunelach metra, by – z pomocą Artiego Wisco, producenta obuwia – spróbować odnaleźć się w zrujnowanym Nowym Jorku. Mała Swan wraz z mamą, a także niezwiązany z nimi Josh Hutchins, były zapaśnik, witają nową rzeczywistość na stacji benzynowej w Kansas.

 

Problem w tym, że choć poszczególne sytuacje są interesujące, bohaterowie są raczej jednowymiarowi. Szaleństwo bezdomnej Siostry Nawiedzonej jest nieoryginalne i – z racji bycia kalką ogranych motywów – dość odpychające, a wraz z zagładą ludzkości kończy się jak ucięte nożem. Podobnie zresztą jest z Rolandem, który po zawaleniu się schronu odkrywa w sobie skłonności sadystyczne i nagle staje się maszyną do zabijania. Wszystko to dzieje się za szybko, brakuje płynnego przejścia – takiego, które pokazywało stopniowe popadanie Jacka Torrance'a w szaleństwo, Arne Hilmena i bohaterki Tonącej dziewczyny w obsesję, a Adama Ewinga w chorobę. Resztę postaci również nietrudno określić za pomocą jednej czy dwóch cech – Swan jest wrażliwa i blisko związana z naturą, Josh mimo brutalnej profesji łagodny, a Artie tęskni za żoną i bez przerwy gada o butach. Ciekawsza jest postać pułkownika Macklina – jego charakter i zachowanie rzeczywiście stanowią odzwierciedlenie przeżytej niegdyś wojny, choć motyw towarzyszącego mu Widmowego Żołnierza wykorzystywany jest przez autora zbyt często.

Tym, co przeszkadzało mi najbardziej, był raczej wyświechtany, póki co niespecjalnie głęboki motyw fantasy wpleciony w postapokaliptyczną fabułę. McCammon zagładę ludzkości przedstawia realistycznie i interesująco, nie uciekając od szczegółowych opisów okoliczności wybuchów, zrujnowanych miast, warunków pogodowych, gwałtu, morderstw, walki o jedzenie, wodę i dach nad głową – a to wszystko czyni z Łabędziego śpiewu poważną literaturę. Pojawiają się jednak również prorocze sny, nadnaturalne zdolności Swan, wiadomość przekazana Joshowi przez powstałe na chwilę zwłoki, znaleziony przez Siostrę magiczny pierścień (skojarzenia z dziełami Tolkiena nasuwają się same), a także – co chyba najbardziej dotkliwe – ucieleśnienie diabła chcącego doprowadzić do wytępienia resztek populacji, zresztą równie jednowymiarowego co pozostałe postaci. Te elementy skutecznie wytrącały mnie z postnuklearnego klimatu, na szczęście jest ich niewiele.

Pomimo wymienionych mankamentów opasłe dzieło McCammona – pierwszy tom Łabędziego śpiewu oferuje ponad 500 stron – określiłabym jako „niezły”. Co więcej, przez prawie trzy dekady pozycja ta w zasadzie się nie zestarzała. Mam nadzieję, że w drugiej części zarówno autor, jak i jego bohaterowie nieco się rozkręcą, a wątki uda się sensownie połączyć

Izabela Pogiernicka

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.