fesstiwal słowa w piosence
--

„Don Kichot umarł i narodził się w Polsce" - rozmowa z Wojciechem Charchalisem i Emilie Pascuale Martínem - cz. I

Wydawnictwa [28.12.14]

Prezentujemy nagranie spotkania promującego nowe tłumaczenie przez Wojciecha Charchalisa dziejów "Don Kichota” Miguela de Cervantesa:

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Prowadząca spotkanie dr  hab. Nina Pluta: Czy nowe tłumaczenie zrobiłeś bardziej dla Don Kichota i Cervantesa, bo ta książka zasługiwała na nowe tłumaczenie, czy też bardziej dla siebie czyli żeby zmierzyć się z klasykiem?

Wojciech Charchalis: Jak mówił poeta, pytania z pozoru proste wymagają zawiłych odpowiedzi. Rzeczywiście to trudne pytanie usłyszałem już wielokrotnie więcej niż piętnaście razy i za każdym razem zastanawiam się, co powiedzieć, bo zastanawiam się w kółko nad tym pytanie i do coraz to innych wniosków dochodzę,  i trochę zapominam jak to było na początku. Natomiast prawda jest taka, to jest anegdota, którą opowiadałem już też kilka razy, ale wydaje mi się, że jest godna tego, żeby ją jeszcze raz przytoczyć. W jaki sposób doszło do tego, że w ogóle zająłem się Don Kichotem? Mianowicie w 2008 roku przyjechałem z Portugalii po kilku latach mieszkania tam, rozbity życiowo i zauważyłem, że zapomniałem języka hiszpańskiego więc poszedłem do kolegi z Instytutu Cervantesa, szefa ówczesnego Instytutu w Warszawie z taką prośbą
 - Abel ja bym chciał pojechać na stypendium do Hiszpanii, do Domu Tłumaczy w Tarasconie, ale potrzebuję jakąś godną książkę, żebym mógł ją tam tłumaczyć.
- Może jakąś antologię poezji współczesnej byś zrobił?, zaczął mi wymieniać różne pomysły!
- Nie, na antologii trzeba się znać, odpowiedziałem
- Może jakąś antologię opowiadań hiszpańskich byś zrobił, w Polsce prawie się ich nie wydaje?
- No to fantastyczne odparłem, ale też musiałbym nad tym popracować, biblioteki żadnej pod ręką nie mam, a na tym też trzeba się znać
W końcu Abel na mnie spojrzał i powiedział, a weź przetłumacz na nowo Don Kichota. Spojrzałem na niego i pomyślałem, pewnie żartuje sobie ze mnie, czy na poważnie mówi. Ale taki jest Abel Soriano.
Odpowiedziałem mu: żeby przetłumaczyć Don Kichota" trzeba być wielkim erudytą, doskonale znać literaturę tamtego okresu, ale zarazem trzeba być człowiekiem niebywale bezczelnym i pysznym. On tak na mnie spojrzał i mówi:
- No, z tym to sobie poradzisz! A teraz  mnie zostaw, bo muszę zadzwonić, a tym idź do biblioteki i tam poczekaj. Aha, wszedłem do tej biblioteki, myślę sobie: no Don Kichot", nie Don Kichot", a może jednak Don Kichot". Wziąłem tą książkę, zacząłem przeglądać i po raz kolejny, jestem iberystą, w związku z tym, miałem już wcześniej do czynienia z  Don Kichotem" parę razy i tak patrzę, patrzę na tą książkę, cholera normalna książka. Jakby tak nie podjeść do niej na kolanach, tylko próbować ją normalnie przetłumaczyć, to będzie okey. Ale z drugiej strony przecież są przekłady, no np. przekład Czernych tradycyjny, przynajmniej tak w Poznaniu uważaliśmy, iż jest bardzo niedobry, najbardziej popularny, ale jest poprawny przekład Edwarda Boyé, przecież znakomity. No to później zacząłem przeglądać te przekłady! Cholera przecież one są okropne, straszne przekłady, to może jednak nowy! No to zacząłem chodzić po ludziach i pytać, jedne kolega, drugi kolega, koleżanka:
- Co ty sądzisz o tym, żeby Don Kichota przetłumaczyć na nowo?
- Wiesz co szczerze, a kiedy napiszesz swoją powieść
- No nie zanosi się na razie, no to tłumacz!
Poszedłem do pani Marii, siedemdziesiąt cztery lata, redaktor:
- Pani Mario, proponują mi, żebym Don Kichota przetłumaczył
- Panie Wojtku, Pan to musi zrobić na Żeromskiego, bo to musi być taki język
zrozumiały, ale przykryty taką lekką patyną! No dobrze, mówię i idę do innego faceta i mówię:
- Wiesz Abel chce, żebym przetłumaczył Don Kichota"?
- To dobrze, my to wydamy.
W końcu nie miałem już żadnych szans, żeby się z tego wyplątać, później usiadłem i myślę sobie, dobra - książka 600 stron, ważne jet to, żeby nie podchodzić do niej na kolanach, tylko jak do normalnej książki. Więc tak powiedzmy, ona ma sześćset stron, no to dwieście w miesiącu, trzy miesiące, no dobra, jeszcze trzy miesiące, żeby to poprawić. To było w lutym 2008 roku, przygody, przygody, ale w końcu książka jest, fantastycznie.

Natomiast drugie Pani pytanie dlaczego należy tą książkę przetłumaczyć, to jest dobry temat. Według mnie Don Kichot umarł w Polsce. Ponieważ poprzednie przekłady są stare, językowo trudne do zniesienia dla współczesnego czytelnika i okazuje się, że ta książka, która w swoim zamierzeniu miała być śmieszna i jest nią w języku hiszpański, chociaż minęło ponad czterysta lat, to po polsku jest po prostu nudna. Bardzo ciężko jest przebrnąć przez tą książkę i cieszyć się jej lekturą. Oczywiście są też inne rzeczy ważne w tej książce; ona tak naprawdę wywraca wszechświat, to jest też bardzo tragiczna książka, ale ten element śmieszności w niej znikł.

Jeszcze powiem zanim zada mi Pani kolejne pytanie, jakie jest podejście powszechne do Don Kichota" w Polsce?

Otóż jest dwojakie.  Albo jest to książka wielka, wybitna literatura, tak jest postrzegana, no więc odpowiedź czytelnika zwykle brzmi: no to ja nie będę jej czytał, bo to trochę za trudne, grube po za tym. A drugie podejście jest takie, że to jest książka dla dzieci, o wariacie, który jeździł na koniu. Bo mamy z jednej strony przekłady, które są jak mówiłem już bardzo trudne w lekturze, już w tej chwili, może kiedyś nie były takie. A z drugiej strony mnóstwo spolszczeń, a jak już jak w latach 80-tych Hiszpanie zrobili taką okropną kreskówkę, która na początku lat osiemdziesiątych, albo w końcu siedemdziesiątych u nas na Dobranockę puszczali no to wszyscy wiedzieli, że to jest książka o wariacie, który jeździł na koniu i atakował wiatraki, a jeszcze o wiatrakach Polacy wiedzą, że potykał się z wiatrakami. Walka z wiatrakami zajmuje półtorej strony, a książka ma 1200 stron, także coś tam jeszcze jest do przeczytania.

Wojtek Charchalis: Odpowiedziałem na twoje pytania?

Dr hab. Nina Pluta: Dziękujemy za wyczerpujące podzielenie się z nami tymi wydarzeniami, które doprowadziły cię do biurka i pierwszej strony tłumaczenia, ale ja tutaj, w twojej odpowiedzi wyłapałam taki wątek, że rozumiem, iż należy bronić humoru i lekkości w Don Kichocie", tak, które gdzieś zostały zgubione przez wcześniejszych tłumaczy. Jeśli ten humor sytuacyjny nie tkwi w paru tych zgoła burleskowych przygodach, w których Don Kichot ponosi porażkę, to gdzie  moglibyśmy jeszcze tego humoru szukać? Dlaczego poza tym, że jest to książka tragiczna, o serii frustracji, tak można na to spojrzeć, dlaczego jest to książka pełna humoru i gdzie go należy szukać? To pytanie chciałaby zadać obu Panom ( tu prowadząca zwróciła się do znanego hiszpańskiego eksperta od Cervantesa
Emilia Pascuale Martína.


Emilie Pascuale Martín:
Proszę Państwa jeżeli chodzi o komizm w powieści Don Kichote, to ja bym tu wskazał dwa jego źródła. Pierwszym źródłem jest sam bohater, konstrukcja bohatera. Bohater, który jest rycerzem, może nawet nie rycerzem, bo na początku spotkamy go jako zubożałego szlachcica, który postanawia zostać błędnym rycerzem, a to był już taki typ czy figura dosyć w tamtych czasach przestarzała, w związku z czym, dla czytelnika z tamtej epoki, to już samo w sobie niosło bardzo dużo komizmu. Oprócz tego główny bohater powiedzmy popada w szaleństwo, na skutek czytania powieści rycerskich. I  tutaj też oczywiście inaczej do tego podchodzi do tego czytelnik współczesny, a inaczej podchodził do tego czytelnik z czasów Cervantesa, da którego to też było bardziej bliższe i zrozumiałe i możliwe i też niosło w sobie bardzo duży ładunek komizmu.

Zastanawiałem się tu nad tym humorem sytuacyjnym, który tkwi w Don Kichote, ale okazało się, że w dużej mierze ten humor sytuacyjny zanikł dlatego, że w tym momencie jak widzimy te elementy sytuacyjne, które wcześniej same z siebie bawiły czytelnika z tamtych czasów, to w tym momencie to już nie działa.
W związku z czym zostaje nam druga warstwa, mianowicie  warstwa językowa. Jak tutaj słusznie powiedział pan Charchalis, czyli humor zawarty w języku. Trzeba tu powiedzieć, że Don Kichote, to powieść napisana językiem popularnym, zwykłym językiem, którym potocznie mówiono w czasach Cervantesa. To nie jest powieść napisana językiem wysokim, nie obfituje w figury retoryczne może z jakiś specjalnych względów, ale to już jest na boku.
I rzeczywiście tam jest bardzo duży ładunek humoru, który tkwi w języku i jeśli to zniknie np. w tłumaczeniu, to tracimy coś znacznie ważnego, jakąś część fabuły, która rozgrywa się właśnie w języku. Więc jak tutaj powiedziałem jest to bardzo istotny komizm językowy. I dla przykładu mogę tu przytoczyć jedną ze scenek, którą pan Charchalis bardzo lubi, chodzi mi o ten epizod w którym Sancho wraca nie dostarczywszy Dulcynei listu, który miał  jej dostarczyć i wtedy mamy tu do czynienia z dialogiem naprawdę iskrzącym się geniuszem, gdzie panowie rozmawiają - Don Kichote i Sancho, gdzie jeden z nich coś mówi, a drugi interpretuje to w zupełnie inny sposób. Jeżeli to nie jest oddane w tłumaczeniu, to znika jeden z najgenialniejszych passusów tej książki.


Wojciech Charchalis: Może przeczytam ten fragment później lub po prostu kupcie Państwo książkę. Ja bym chciał tu jednak wrócić do pierwszego pytania:
dlaczego przekład Don Kichota jest ważny i gdzie jest ten humor?

Mianowicie ta książka jest książką polifoniczną. To jest pierwsza książka w dziejach, która jest książką polifoniczną, to znaczy taką, w której mamy różne rejestry językowe. Ona jest napisana zwykłym językiem, na oczywiście siedemnasty wiek zwykłym językiem, natomiast są fragmenty, gdzie ten język jest zupełnie inny. Na przykład Don Kichot, kiedy rozmawia z Sanchem rozmawia w sposób normalny. Sancho jest chłopem, więc rozmawia z nim po chłopsku, ale kiedy Don Kichot jest zdenerwowany na Sancha wtedy klnie jak szewc. Kiedy się czuje błędnym rycerzem mówi eposem rycerskim, a kiedy czasem dyskutuje używa języka kościelnego, używa języka prawniczego. Także każdy w tej książce mówi inaczej i nie tylko każda osoba ma przypisany swój odpowiedni styl ale ten styl ewoluuje w trakcie książki. Jest taka historia z porucznikami, kiedy Sancho z Don Kichotem w nocy, zupełnej ciemności słyszą jakieś dźwięki, strasznie się boją, oczywiście nie do końca, ponieważ Don Kichota ma lwie serce,  Sancho niestety nie koniecznie i bardzo się boi. Więc Don Kichot w pewnym momencie mówi do niego:
- Wierz mi, że to przygoda wielka, muszę ruszać, czekaj mnie trzy dni, jeno nie więcej, jak nie wrócę to powiedz Dulcynei, że ją kocham, i mnie więcej takie historie, a Sancho się boi i nie chce, żeby Don Kichot jechał, w związku z tym, sam już nie wie co zrobić, żeby swojego Pana przekonać, aby go nie zostawiał na tym pustkowiu w nocy, więc zaczyna sam mówić językiem romansu rycerskiego i to jest śmieszne, a w poprzednich przekładach język był płaski, nie było tego słychać, dlatego też wydaje mi się, że była wielka potrzeba odświeżenia tego. Oczywiście od razu się zarzekam, że, jak wiem, że Państwo nie mieliście okazji przeczytać tej książki, bo ona praktycznie od kilku dni jest w księgarniach, także ja mogę tu wszystko opowiedzieć i wszyscy musicie mi uwierzyć na słowo, albo i nie, ale raczej nie było czasu żeby to przeczytać, do czego zmierzam - ja mogę tu opowiadać różne historie i opowiadać jaki jestem genialny i jaki fantastyczny jet to przekład, natomiast musimy pamiętać o jednej rzeczy zasadniczej. te poprzednie przekłady one były bardzo złe, ale Edwarda Boyé przede wszystkim i państwo Czerni, robili swoje przekłady w czasach znacznie trudniejszych, to były lata pięćdziesiąte; Edward Boyé lata trzydzieste, państwo Czernik w latach pięćdziesiątych, kiedy nie było odpowiedniej biblioteki, kiedy nie było możliwości korzystania z konsultacji językowych przez internet, kiedy nie było tak fantastycznych wydań krytycznych jakie pojawiły się
w Hiszpanii z okazji czterystulecia wydania Don Kichota, w związku z tym ja id razu tu posypuję głowę popiołem, i mówię: moja sytuacja jako tłumacza była sytuacją absolutnie komfortową, to że ja mówię źle o tamtych tłumaczeniach , to dlatego iż wydaje mi się, że należałoby je odświeżyć, mimo to poprzednim tłumaczom należy się wielki szacunek ponieważ to oni byli prawdziwymi Don Kichotami przekładu i naprawdę nie wyobrażam sobie tej pracy, którą państwo Czerni wykonali czy pan Boyé wykonał, siedząc stukając na maszynie i domyślając się w większości, co w tej książce jest, bo tak fantastycznych opracowań filologicznych jakie mamy w tej chwili nie było, tak że tu z całą pokorą przyznaję, że tłumaczenia były niedobre, ale ja jestem naprawdę malutki w porównaniu do poprzednich tłumaczeń. Żeby nie było wątpliwości, że ja się tu wymądrzam jakoś szczególnie...

CDN.





 

GLK. Informacja nadesłana

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.