fesstiwal słowa w piosence
--

„Don Kichot umarł i narodził się w Polsce" - rozmowa z Wojciechem Charchalisem i Emilie Pascuale Martínem - cz. II

Wydawnictwa [30.12.14]

Prezentujemy drugą część nagrania ze spotkania promującego nowe tłumaczenie przez Wojciecha Charchalisa przygód „Don Kichota z Manczy"” Miguela de Cervantesa:

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS



Od lewej: Emilie Pascuale Martín, Wojciech Charchalis i dr. hab. Nina Pluta

dr hab. Nina Pluta: Można powiedzieć, że w tym wydaniu jest odniesienie do całej pracy badawczej jaka została wykonana wokół Don Kichota, a może to nie zostało dostatecznie podkreślone ale jest to pierwsze w Polsce wydanie krytyczne czyli wydanie z przypisami jako że mamy do czynienia z klasykiem, który pochodzi z rzeczywistości bardzo odległej już, z rzeczywistości, którą kulturowo dzielimy może tylko na poziomie języka ale nie jesteśmy w stanie wczuć się w obyczaje wsi hiszpańskiej z końca XVI wieku w związku z tym takie wydanie krytyczne było z pewnością bardzo potrzebne. Moje pytanie brzmi: czy to też była dla ciebie przygoda naukowa?

Wojciech Charchalis: Oj była, wszystkich przypisów jest ponad czterysta, jest wstęp, mały wstęp napisał też Filip Łobodziński, jest wstęp biograficzny. Ja się zastanawiałem czy te przypisy robić czy nie? Miałem fantastyczną jako bazę do tłumaczenia książkę edycję Don Kichota Francisca Pico, która była opracowana przez dziewięćdziesięciu siedmiu najwybitniejszych Cervantystów na świecie i szczerze wyznaję na wstępie, że większą część tych przypisów przepisałem po
prostu, część dorobiłem sam, ale zastanawiam się nad tym, czy te przepisy w ogóle robić, czy są one potrzebne, aż któregoś razu rozmawiałem z moim kolegą profesorem; to że jest z Uniwersytetu Zielonogórskiego to nie znaczy że gorszym. Profesorem polonistą i filozofem. I on mówi do mnie: Wojtek powiedz tak szczerze, konferencja, więc wiadomo, że w pewnym momencie zaczynają się takie szczere rozmowy, powiedz jak to jest z tym Don Kichotem, jak oni tam robią to śledztwo w bibliotece i te książki badają, to, to są prawdziwe tytuły które były wydawane, czy to jest wszystko wymyślone? Ja mówię: Matko boska, jak mnie Profesor o takie rzeczy pyta, no to trzeba przypisy porobić.

 



Emilie Pascuale Martín podpisuje „ Dom Kichota z Manczy", w tle tłumacz Wojciech Charchalis

dr hab. Nina Pluta: Wynika z tego, że oprócz powieści, którą będzie się nam dobrze czytać, której docenimy humor, będziemy mieli też okazję dokształcić się i dowiedzieć wielu faktów z rzeczywistości historycznej i literackiej tamtych czasów Hiszpańskiego Złotego Wieku. Ja chciałam tu wtrącić od siebie jedno zdanie, jedną opinię. Tak tu cały czas podkreślamy, że Don Kichot został napisany prostym, potocznym językiem ale to jest moim zdaniem troszkę spłaszczenie sprawy. Prosta i naturalność były w tamtych czasach Renesansu  konwencją, więc skoro Cervantes osiągnął taki efekt, a jeśli dodatkowo zostało to oddane w przekładzie, to dowodzi to tylko wielkiego kunsztu pisarskiego Cervantesa i oczywiście tłumacza, jeśli to oddał tak jak trzeba.

Wojciech Charchalis: No właśnie...


dr hab. Nina Pluta: Tak że można powiedzieć jest, iż to oczywiście język prosty, naturalny ale z drugiej strony bogaty, przebogaty. I tutaj moje pytanie: mówi się, że każdy przekład wielkiej książki, dobrej literatury wzbogaca język docelowy czyli wzbogaca język, w którym ten przekład zaczyna funkcjonować. Czy, zadam tu pytanie retoryczne, tłumaczenie Cervantesa powoduje, że chyba język polski, który go oddaje, cały aż wibruje, wszystkie jego rejestry. Czy mógłbyś nam powiedzieć, w który z tych rejestrów musiałeś się zapędzić na przykład tłumacząc, czy musiałeś jakieś szczególne umiejętności  językowe w sobie obudzić, czy już po prostu masz je w sobie?


Wojciech Charchalis: To naprawdę jest dobre pytanie Pani doktor zadała je od serc. To jest pytanie do przyszłych badaczy litery, bo trochę nie jestem w stanie tego stwierdzić. No dobrze, były więc propozycje, żeby to jak mówiłem przed chwilą  tłumaczyć na Żeromskiego, różne historie i różne pomysły ludzie mieli, a ja mam taką...może to jest około pięćdziesiąta książka, którą przetłumaczyłem w życiu. Kończę pierwsze pół setki, w związku z tym wypracowałem swoje metody pracy. Metoda jest taka: nie lubię czytać książki, którą mam tłumaczyć
w tym wypadku nie było to możliwe, bo tą już znałem, następnie siadam i tłumaczę bez poprawiania od pięćdziesięciu do stu stron. po czym to poprawiam i już wiem jak  tłumaczyć dalej. Mam taką bezpośrednią łączność z kosmosem; ja kosmos książka, kosmos ja książka, książka ja kosmos i tak leci. Potem trzeba to wszystko poprawić. Tego Don Kichota przeczytałem chyba ze siedemnaście razy, kocham go już, gdyż znam go prawie na pamięć. A te rejestry, no to jest rzeczywiście bardzo bogata językowo książka. Bardzo trudno było to zrobić. Mnie się wydawało na początku, że tak sobie szybko machnę Don Kichota i tyle. No trzeba było nad nim bardzo ciężko popracować. Już po zrobieniu tej książki, już po wielokrotnym przeczytaniu, po poprawieniu; jeszcze tylko kolega profesor jeszcze przeczytał, żeby wyłapać jakieś ewentualne bzdury, które powpisywałem, kolega tłumacz jeden przeczytał, żeby zobaczyć - no i tak później były jeszcze długie nad nią dyskusje. Długie dyskusje nad tym, czy może bardziej archaicznie iść momentami, czy raczej mniej, czy szyk przestawny, czy bardziej jak mówimy romansem rycerskim wchodzić w Kmicica, czy raczej może absolutnie się odżegnywać od Trylogii. Szczęśliwie chyba jednak uznaliśmy, że absolutnie Trylogia apage satanas, a do tego też, i uprzedzam największe dyskusje były nad imionami. Ponieważ książka ta jest,  w zamierzeniu, tak mówił Cervantes na początku, chociaż nie do końca miał rację jak się okazuje, w Prologu mówił, że jest to krytyka romansu rycerskiego, to używał imion, które były znaczące i moim zdaniem należało je przetłumaczyć na język polski. Sam Don Kichot nie został przetłumaczony bo wydawca pewnie by mnie zrzucił ze schodów, gdyby imię Don Kichota przetłumaczyć ale w pierwszym rozdziale jest dwukrotnie powiedziane, że te imiona, które wymyślał Don Kichot dla siebie i dla rzeczy z nim związanych są znaczące. I na przykład Kichote, to jest część zbroi, która chroni udo i to podobno było śmieszne, że jak on siebie nazywa Alonso Kichana, bierze nazwę swojego imienia od części uzbrojenia, no to było śmieszne. Do tego był z La Manczy czyli był z kompletnego przepraszam zadupia i to też było śmieszne. No ale powiedzmy, że dzisiaj to nas w żaden sposób nie bawi. Ale już na przykład Rosynant; dlaczego Rosynant nazywa się Rosynantem? Bo to Rosin jest złożeniem słów: rosin i ante. Rosin - chabeta, szkapa, ewentualnie ciężki koń pociągowy, perszeron, natomiast ante wiadomo - wcześniej. Koń najwybitniejszego błędnego rycerza nazywał się „Kiedyś chabeta", a do tego imię to brzmiało elegancko i z włoska. No to teraz trzeba go wymyślić. Ja wymyśliłem Chabettona przez dwa t - Chabett on - Chabetton. Czy dobrze, nie wiem?, można dyskutować oczywiście? Dulcynea, dlaczego właśnie ona nazywa się Dulcynea? Dlatego, że po hiszpańsku o kobiecie, kiedy jest miła i sympatyczna mówi przez dulse . Natomiast sufiks nea był typowym sufiksem dla kobiety z książek renesansu - na przykład Melibea ze słynnej Celestyny i tak dalej. Więc tutaj  należało też się zastanowić. co z tym zrobić na język polski? Mnie wyszła Cudenia z Toboso, bo po prostu jest cud urody. Czy się podoba, czy nie podoba, tu koleżanka tłumaczka mówiła, że to jej nie pasuje zbytnio: że Cudenia nie. Natomiast Chabetton, że tak. No to możemy dyskutować oczywiście. I poza tym jest ileś scen takich, gdzie znaczenie imion - ma znaczenie. Gdzie te imiona są ważne.
Jest na przykład scena, w której Don Kichot widzi dwa stada owiec i walczy z nimi ponieważ wydają się mu one dwoma armiami. Wyjaśnia Sanchowi kogo widzi, jakich rycerzy, dokładnie ich opisuje; jaką mają zbroje, jakie mają herby. Te imiona, te herby są znaczące. W poprzednich przekładach tego nie przetłumaczono, nie wiem dlaczego. W związku z tym ta scena była absolutnie niezrozumiała a przez to dłużąca się, nudna, a po hiszpańsku jest to naprawdę śmieszne. Szczerze polecam lekturę tych scen. Najfajniejsza była przygoda z tłumaczeniem takiego fragmentu, w pierwszym rozdziale, kiedy Don Kichot wymyśla siebie i że musi odnaleźć panią swojego serca, bo rycerz, a może ja to przeczytam: „Mając przeto wyczyszczoną zbroję, zrobiwszy z szyszaka przyłbicę, nadawszy imię chabecie i przyjąwszy własne zrozumiał, że trzeba mu już mu tylko poszukać damy, w której by się zakochał, bo błędny rycerz bez miłości jest jak drzewo bez liści i bez owoców, a ciało bez duszy. Mówił sam do siebie: Jeśli ja przez grzechy me złe, albo przez strach szczęśliwy spotkam się gdzieś z olbrzymem jakimś, jak to na co dzień przytrafia się błędnym rycerzom i powalę go w pierwszym starciu albo przerąbię na pół, albo w końcu pokonam i zhołduję sobie, czyż nie będzie mieć dobrze kogoś żeby go wysłać w prezencie, tak żeby wszedł i padłszy na kolana przed mą cudną panią powiedział pokornym, uniżonym głosem, jam jest pani olbrzymem Karakuliambro de Malindrania".

Okey mamy taką scenę, zabawnie?, może zabawnie. Co to znaczy
Karakuliambrio de Malindrania"? Karakuliambro  składa się ze słów: kara, kulo i ambrio. Kara - to jest twarz, kulo, przepraszam ale to dupa, ambra - wonna sumbstacja, de Malindrania, to znaczy z ziemi de los Malandros, takich łotrów, ludzi nie fajnych. Malindrania, to łatwo można przetłumaczyć. bo wyszło, że jest to Wredocja. Natomiast co z tym Karakuliambro? No ja się zacząłem zastanawiać jak to zrobić, a jeszcze dopowiem, że jak mówimy, o kimś bardzo brzydkim, to mówimy, że ma kara de kulo. I w związku z tym mamy tutaj niesamowitą grę słów. Oczywiście Francisco Rico jako wybitny filolog mówi, że karakuliambro pochodzi od kariancio czyli  o szerokim czole. No dobrze, dobrze ale kara kulo brzmi jakoś dla mnie bardziej przekonywująco. Zacząłem się zastanawiać i myślę dobie, no dobra, to trzeba go zrobić dupotwarcem - dupa-twarz. No ale brzmi wulgarnie, to nie można, to trzeba jak Żeleński wymyślić, że podwoimy mu p, to będzie z włoska wtedy i nie będzie tak raziło. Więc ostatecznie będzie Duppotwarcem z Wredocji. Okey, ale wziął kolega i mówi słuchaj to nie może być Duppotwarcem, bo musi być Duppotwarzcem. Ja mówię, nie, nie, Duppotwarcem koniecznie dlatego, że to jednocześnie daje wrażenie potwarcy, a tylko w tym wypadku występowało to imię, więc okey jednak Duppotwarcem. I zastanawiamy się, zastanawiamy nad tym z różnymi osobami i nie możemy dojść do żadnego wniosku, i któregoś razu z moją kobietą siedliśmy żeby wyczyścić ostatecznie te wszystkie problemy; piliśmy jedno piwo, drugie, trzecie, tu paczkę papierosów wypaliliśmy. I cały czas wychodzi nam, że jednak to nie to. Tu kuchnię tłumacza teraz zdradzam, że to nie tak, że to coś nie powinno być tak. Mieliśmy iść spać, już nie wymyśliliśmy nic, to ona w końcu mówi, wiesz co przede wszystkim ambry ci tam zabrakło, a poza tym jak on jest wrednym olbrzymem, to on musi się nazywać po niemiecku. Z całym szacunkiem oczywiście dla mojej rodziny niemieckiej, mama nadzieję, że wybaczą mi. Więc on musi się nazywać z niemiecka? Więc jak ostatecznie brzmi.
Jeśli ja przez grzechy me złe, albo przez strach szczęśliwy spotkam się gdzieś z olbrzymem jakimś, jak to na co dzień przytrafia się błędnym rycerzom i powalę go w pierwszym starciu albo przerąbię na pół, albo w końcu pokonam i zhołduję sobie, czyś nie będzie dobrze mieć kogoś żeby go wysłać w prezencie, tak żeby wszedł i padłszy na kolana przed mą cudną panią powiedział pokornym i uniżonym głosem: jam jest pani olbrzymem Duppenlitzem von Fettor suwerenem wyspy Wredeocji pokonanym w świetnej bitwie przez nigdy dość wysławianego rycerza Don Kichota z Manczy, który nakazał mi stanąć przed waszą miłością aby wasza wielkość dysponowała mną według własnego uznania. Prawda, że lepiej, nie przetłumaczone bez sensu, ale mam nadzieję, że Duppenlitz von Fettor wejdzie do kanonu.


dr hab. Nina Pluta: A więc myślę, że są to te uwarunkowania języka polskiego, nie wiem czy w innym języku nawiązanie do zniemczenia nazwiska miałoby taki komiczny efekt.

Wojciech Charchalis:
Przypominam Duppenlitz przez tz.


dr hab Nina Pluta:
No ale są to takie nasze uprzedzenia narodowe, które wychodzą nam na dobre. Dobrze, my się tak tutaj, no więc właśnie jeśli chodzi o te nazwy to pomyślałam, że za trzydzieści lat możemy się tu spotkać i zobaczymy jak będą się ścierać ze sobą stronnictwa Dulcynei ze stronnictwem Cudenii. Na razie Cudenia debiutuje, zobaczymy czy będzie znana za rok albo za dwa. Cudenia oraz Sancho Brzuchacz, proszę państwa takie rewolucje właśnie następują w naszym języku. To jeszcze za jakiś czas, natomiast jeszcze chciałam na zakończenie zapytać: dlaczego europejska kultura i cała kultura kręgu zachodniego tak go sobie ulubiła: Don Kichota bohatera, do tego stopnia, że wyszedł poza ramy księgi, jest postacią znaną, mieszka między nami, jest dla nas punktem odniesienia, symbolem, metaforą, inne postacie z księgi też. Dlaczego tak jest i czy tak jest dalej, bo przecież wiadomo, że nie samym językiem księga stoi, lecz z tego języka wyłaniają się też pewne figury. Dwa zdania o tej figurze? Czym ona dla nas jest dzisiaj u czy w ogóle czymś dla nas jest? Rozumiem, że tłumacz był zdania, że postać umarła i jest tutaj wskrzeszona. Natomiast chciałam jeszcze zapytać, czy w Hiszpanii postać ta jest tylko symbolem narodowej kultury czy jest jeszcze nadal czymś więcej, czymś żywym?

Emilie Pascuale Martín: Myślałem tutaj o tym wszystkim na bieżąco, co słyszałem. I mam dwa krótkie wnioski. Po pierwsze, chciałbym przyznać rację Ninie, chodzi mi tutaj głównie o ten komizm językowy. I myślę, że gdyby główną wartością tej powieści był komizm językowy, to ona po prostu nie przetrwałaby przez stulecia, nie dożyła by do naszych czasów. I podam Państwu przykład; w Hiszpanii często czy w kręgach akademickich przynajmniej dokonuje się takich porównań pomiędzy dwoma wielkimi pisarzami Złotego Wieku, to znaczy Quevedo i Cervantesem. I zawsze wniosek jest jeden, Quevedo wygrywa dużo dużo ponad Cervantesem jeżeli na przykład chodzi o język, oto co potrafił z tego języka wydobyć, potrafił go zmusić do jakichś niezwykłych rzeczy, natomiast również z tego powodu jego dzieło z wielką trudnością może być tłumaczony czy poddaje się przekładowi na inne języki. W związku z czym patrząc z perspektywy światowej nie jest ponad ale dużo poniżej Cervantesa. Być może również z tego powodu, że to jest właśnie język ale nie stworzył takiej figury ani postaci jak cervantowski Don Kichot.

I druga sprawa. Jeżeli, tak jak już powiedziałem wcześniej, ta książka przetrwała przez stulecia i dotarła do naszych czasów, to  całą pewnością coś w niej jest oprócz tego elementu komicznego. I faktycznie tak było. Jest tak że każde pokolenie, każde stulecie odczytywało tą książkę na swój sposób. Dla każdego pokolenia, dla każdego stulecia, ta postać była ważna i warta jakiegoś
przemyślenia, przyjrzenia się jej. Popatrzmy jak to wyglądało. Po raz pierwszy być może w szerszej skali sięgnęli do tej postaci Anglicy w XVIII wieku i wtedy potraktowali Don Kichota jako wzór powieści przygodowej. Potem drugim pokoleniem, które w znaczący sposób nawiązało do tej książki był niemiecki romantyzm z Heinem na czele. To już była inna interpretacja i postać Don Kichota interpretowano prawie w kategoriach mesjanistycznych. Proszę zobaczyć jak się zmieniał ton odbioru; od komizmu, co podkreślano na początku, bo na początku ta książka bawiła dlatego ją czytano, dochodzimy w końcu do takiego prawie krańcowego smutku; to jest interpretacja Dostojewskiego, który uważał, że jest to najtragiczniejsza i najsmutniejsza książka na świecie. Dzisiaj natomiast doceniamy jej walory narracyjne, jej strukturę, całą taką architekturę Don Kichota. I na koniec jeszcze jedna rzecz. Tutaj pan Charchalis czytał fragmenty tej książki i państwo się śmiali. Myślę, że jest to bardzo dobry sygnał i znak tego, że to jest dobre tłumaczenie dlatego że Cervantes sam mówił, iż
dobra książka czy dobre tłumaczenie, z którym teraz mamy do czynienia, kiedy osoba o charakterze melancholijnym zaczyna się śmiać, a osoba, która jest skłonna do uśmiechu śmieje się już od ucha do ucha. I to że państwo się tutaj śmiali , to chyba znaczy, że to tłumaczenie zaistniało i spełnia swoje zadanie.

 



Wojciech Charchalis podpisuje swoje tłumaczenie „ Don Kichota z Maczy"

Gabriel Leonard Kamiński: Panie Wojciechu, jakie błędy najczęściej popełniali przed panem tłumacze Don Kichota. Mówił Pan tu o płaskości języka, a oprócz tego?

Wojciech Charchalis:
Ja myślę, że błędy jakieś tam są. Oczywiście możemy ich
poszukać. Tak jednostkowo trochę tych błędów się znajdzie, wynikających z niezrozumienia tekstu ale przede wszystkim według mnie problemem w tych wcześniejszych przekładach była zła strategia, złe podejście do tekstu. Na przykład, jeżeli podchodzi się do tekstu na kolanach i tłumaczy na język barokowy, bo książka jest z okresu baroku, no można tak oczywiście zrobić ale w tej książce akurat w Don Kichocie ważne jest 

Opr. GLK.

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.