fesstiwal słowa w piosence
--

Tako rzecze Zimbardo

Wydarzenia [17.06.15]

Psychologowie na ogół lubią mnożyć wątpliwości. Proste okazuje się złożone, a jasne kryje w sobie grudy ciemności. Czasem jednak jest inaczej i może na tym polega różnica pomiędzy psychologami. Głos Philipa Zimbardo płynący z wywiadu Martyny Harland, zamieszczonego w Gazecie Wyborczej 13-14.06. br. - wybitnego psychologa amerykańskiego z uwagi na wiek i autorytet brzmi niezwykle mocno. Przekaz jest prosty, a treść jasna. Ma wiele wspólnego z czytelnictwem. Ostrzega nas, uwaga ludzie - jesteśmy na zakręcie! Wypada tylko zapytać, cóż to za zakręt skoro jakoby wszytko idzie dobrze, a według wielu nawet lepiej niż można byłoby oczekiwać?

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Zimbardo przeczuwa wielkie zagrożenia związane z uzależnieniem od „wirtualnej rzeczywistości” zwłaszcza w kontekście roli męskiej i widzi narastające z tym problemy. Uważa, że dorastający obecnie przede wszystkim mężczyźni i kobiety zostawieni sami sobie w kontakcie z nowymi interaktywnymi technologiami, zostają częstokroć uwiedzeni przez wirtualną rzeczywistość.
Będąc zanurzonymi w niej jak ryba w wodzie, mogą mieć poważny problem z rozróżnianiem elementów istniejących w świecie rzeczywistym” - mówi. Dowodem na powagę zagrożenia jest rozpoznane już wcześniej pośród technologicznie przodujących Japończyków, Koreańczyków i Tajwańczyków dewiacyjne zjawisko „wycofania społecznego” nazywanego „hikikomori”. Młodzi ludzie, głównie mężczyźni rezygnują ze swego życia rodzinnego, społecznego, seksualnego i przeprowadzają się w świat wirtualny. Wycofani z „realu” zamykają się w swoim bezpiecznym świecie wirtualnych przeżyć. Kreowanie własnego życia w „wirtualu” wydaje się bardzo łatwe. Są w nim miriady gotowych cudzych wytworów i ogromna ilość doskonałych produktów pozwalających przeżywać, coraz to bardziej wyrafinowane złudzenia. „Wycofani z realu” są jedynie konsumentami a „świat wirtualny zabija kreatywność, stwierdza Zimbardo „my stajemy się nudni”. „Codzienność jest nudna.”Adekwatnym komentarzem do diagnozy słynnego psychologa, jest wypowiedź księdza Jerzego Tischnera z 1987 r., który w ten sposób scharakteryzował ówczesną sytuację społeczną w Polsce "Obecna sytuacja przypomina Ateny za czasów Peryklesa. Niby wszytko jest jak dawniej, ale już nikt w to nie wierzy, że będzie jak dotychczas.”

Dewiacyjna pożoga wirtualności trawi szczególnie nowoczesne, zaawansowane technologiczne społeczeństwa, eksperymentujące z „nowymi możliwościami”. Społeczeństwa na dorobku, też nie są wolne od tych zagrożeń, gdyż bezwiednie podążają za tak ukształtowaną wersją „nowoczesności”, biorąc za dobrą monetę, wytworzone przez liderów wzory modernizacyjne. Społeczeństwa na dorobku są na ogół jeszcze bardziej podatne na pomieszanie ponieważ pozostają jedynie odbiorcami gotowych rozwiązań, które przyjmują nowe jako lepsze wzorce, jako antidotum na własną niepewność w czasach obfitujących zaskoczeniami. Groźne uzależniające technologie są domeną biznesu, „wirtualność” jest wielką lukratywną niszą, a celem biznesu jest z tego skorzystać. Globalność internetu i brak granic sprawia, że wszystko rozchodzi się natychmiast i nigdy nie ma czasu na refleksję. Istotą wirtualności jest to, że proponuje rodzaj permanentnej gry. W sensie psychologicznym to powtarzający się zestaw transakcji pozornie racjonalnych, kierowanych ukrytą motywacją i przewidywaną korzyścią dla uczestnika w formie tzw. "głasków" tj. wszelkich bodźców, pozytywnych lub negatywnych, jakie możemy dostać od innych ludzi. Są one zwykle - choć nie zawsze jej ostatecznym celem. Sens takiej gry w odróżnieniu od realu jest taki, że gwarantuje fizyczne bezpieczeństwo, gdyż nie ponosi się wprost uszczerbku przyczynowo-skutkowego. Lecz nie oznacza to, że gra zabezpiecza przed czymkolwiek innym.

Czy jest, coś co może być remedium na sztuczną rzeczywistość; złudne królestwo mary. Wydaje się mi się, że tak. Jednym z bastionów prawdziwego oporu i nadzieją na powrót do zdrowia jest silna, żywa kultura książki. Umiejętność czytania jest w zasadzie przeźroczysta. Bo kto czyta z uwagą, nawet nie dostrzega tego, że czyta. Interesująca treść gdy przykuwa uwagę, przezwycięża każdą chwilę rozproszenia. Może powstać pytanie, czy jest to zatem odtrutka, czy tylko gorsza namiastka wirtualnego świata? Otóż nie! Bo czytanie jest pochodną myślenia opartego na trwałej strukturze języka. Zaś język jest konstrukcją naturalną, zaś myślenie za S. Freudem - funkcjonalnie „jest jedynie ćwiczebnym działaniem.” Treść czytelnicza (tekst) jest ledwie mapą, nie rzeczywistością gdyż „mapa to nie terytorium” jak przypomina A. Korzybski - twórca semantyki ogólnej. Cechą książek prócz słownej narracyjnej treści jest ich z zasady staranny charakter. W książkach wartością jest autonomiczność i autentyczność przekazu. Zaś istotą rynku książki, rozumianego jako rynek małych i dużych narracji – niepowtarzalna różnorodność. Paradoksalnie formatowanie rynku książki, czyli planowe powielanie pewnych wzorów z nadzieją na sukces, podobnie jak to już było na rynku muzycznym, wyjaławia ofertę i prowadzi do spadku ogólnego zainteresowania publikacjami. Autentyczność jest cechą rzeczywistości - pochodną wolności. Współczesną zmorą polskiego rynku książki jest brak umiejętności utrzymania dostatecznie dużego zainteresowania społecznego czytelnictwem jak i ofertą. Książki są wymagającym medium, w które trzeba zainwestować własną energię, czas i pieniądze. Jednakże, „wąskim gardłem” rynku wydawniczego jest samoograniczający pogląd, że książki są głównie produktami rozrywkowymi, służącymi spędzaniu wolnego czasu. To chybiony stereotyp. Należy dążyć do tego aby wyrwać książkę z mentalnego kręgu sfery rozrywki, choć i temu one służą. Rynek wydawniczy nigdy nie będzie konkurencją dla przemysłu rozrywki. Stosowana perswazja mająca książkom pomóc w dotarciu do czytelników oparta na wykazaniu, że książki są „fajne” albo oparta na innych rozrywkowych argumentach jest nie warta złamanego grosza. Książki są bowiem inną propozycją, nie tyle rozrywkową co, edukacyjno – treningową. Są okazją do alternatywnego, samodzielnego ćwiczenia przeżywania i myślenia. Dzieje się to wszędzie tam gdzie czytelnik podąża narracyjnym śladem pewnej odmiennej możliwości. Czytanie w naszych czasach to niezbędna kompetencja służąca budowaniu osobistej autonomii i samodzielności - solidnej podstawy do uczestnictwa i indywidualnego wkładu w codzienność. Trzeba przewartościować społeczną narrację książki i oprzeć ją na silnych godnościowych wartościach.

Pod koniec życia, cierpiący w chorobie ksiądz Jerzy Tischner powiedział, „cierpienie nie uszlachetnia, sprawdziłem”. Philip Zimbardo pisze o wynikach badań, mogących pomóc we wskazaniu drogi prowadzącej do zmiany. Porównuje obowiązujący paradygmat męski z kobiecym. Z jednej strony nastawienie hedonistyczne, zapotrzebowanie na zabawę - „tu i teraz” oraz brak planowania, gdyż to oznacza konieczność kontroli i odpowiedzialności za swoje decyzje. Z drugiej strony obecna samoświadomość kobiet jako pokłosie feministycznej drogi do emancypacji z wcześniejszych ograniczeń roli społecznej, oparta na dyscyplinie i odpowiedzialności, potwierdzanej osobistym wkładem pracy i dążeniem do urzeczywistniania celów. Kobiety czytają także, częściej i więcej. Rzeczywistość wirtualna eksploatuje potrzeby ukształtowane przez męską orientację. Natychmiastowa satysfakcja oraz bezpieczna namiastka są kluczami do bramy alienacji. Nie powinniśmy przenosić tych złudnych oczekiwań na potrzeby związane z książkami. Obecnie zmorą wszystkich mediów, nie wyłączając książek jest doksa (mniemanologia) Lecz książki mają naturalną moc samoodnowy, z każdym nowym wydaniem, za sprawą treści jej intymnego przekazu, oraz staranności wypracowanej wizji autorskiej. Książka działa w szerszym zakresie potrzeb, nie tylko, gdy fascynuje i urzeka, lecz też jako dostarczycielka przyjemności innego rodzaju. Czasem sprowadza zachwyt, czasem spokój, zrozumienie, lub poczucie bezpieczeństwa. Prawdziwa teoria przyjemności winna odnosić wszelki wybór i wszelką odrazę do zdrowia ciała i spokoju duszy, w tym jest prawdziwy cel szczęśliwego życia - głosił Epikur. W tym tez należy upatrywać rezerwy dla społecznego sensu książki, do wyboru tego - co chcemy i możemy przeżywać oraz uczyć się jako ludzie wolni a dążący do zdrowia i szczęścia.

Zimbardo na koniec swego wywodu przytacza doświadczenie z XIX wiecznych eksperymentów behawioralnych, gdzie wykazywano, że gdy żabę wrzuci się do wrzątku to natychmiast wyskoczy, lecz gdy włoży się ją do zimnej wody i stopniowo podgrzewa pozwoli się ugotować. Obecny stan branży książkowej można nazwać ugotowanym cierpieniem. Należy radykalnie zerwać z tym negatywnym doświadczeniem. Potrzebna jest nowa branżowa narracja. Nasza przyszłość zależy od śmiałych decyzji podejmowanych dzisiaj.

Krzysztof Leszczyński

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.