fesstiwal słowa w piosence
--

Co się wydaje, czyli premiery literackie 2016 roku - cz. I

Zapowiedzi [28.01.16]

Spośród wielu polskich książek, które ukażą się na rynku w 2016 roku, portal www.culture.pl wybrał dwadzieścia dwa tytuły z różnych literackich półek: beletrystyki, biografistyki, literatury faktu, eseistyki i poezji. Każdy czytelnik znajdzie tu coś dla siebie.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Wiadomo, że wydawcy mają jeszcze kilka asów w rękawie. Są to na przykład książki wyjątkowo płodnych ostatnio autorów – Jacka Dehnela i Szczepana Twardocha. Z kolei Czarne opublikuje książkę reporterską Małgorzaty Rejmer, tym razem o Albanii. Na razie jednak wydawnictwa nie chwalą się okładkami, ani nie podają tytułów. Nasz wybór ograniczamy więc do księgarskich "pewniaków", który podajemy według dziedzin, z autorami w układzie alfabetycznym.
 

Beletrystyka

 

Rafał Cuprjak, "Po drugiej stronie", Genius Creations
 

   

Debiut prozatorski, który nie może przejść niezauważony. Rafał Cuprjak swoją prozę definiuje następująco:

O czym jest moja książka? O tym, że maluję obrazy. Tworzę coś z niczego, czyli w pewnym sensie jestem bogiem, ale nie tym z Paktofoniki, i nie Jezusem Chrystusem, nawet nie Zeusem, tylko takim małym bogiem, bożkiem. Kiedy zasypiam, obrazy się budzą, życie w nich toczy się normalnie, tak jak u nas, tam też jedzą, płodzą dzieci, łoją wódę, kłócą się, jarają gandzię. Taki świat wykreowałem. Usadowiłem go w oddalonej od szlaku samotnej góralskiej chatce, gdzieś na końcu świata, w Bieszczadach, pomiędzy Cisną a Wetliną. To na pierwszy rzut oka zwyczajne schronisko tak naprawdę jest azylem pełnym ludzi uciekających przed wojną, bestialstwem getta, przed krwią na dłoniach, uzależnieniem od cyberseksu, chorą ambicją, wypłukującą z mózgu resztki wolności i zdrowego rozsądku. To miejsce jak magnes przyciąga moich bohaterów, wyławiając ich z różnych czasów i miejsc. Łączę i mieszam gatunki, romans z kryminałem, horror z erotyką, poezję z fantastyką; przy ciągłym akompaniamencie muzyki, od jazzu i bluesa po brudny i sprzężony punk rock. Zadaję wiele pytań, na które odpowiedź jest zawsze taka sama − Człowiek jest niezniszczalny. Ale czy to dobrze?"

 

"Czytelnicy ceniący prozę przełamującą ograniczenia gatunkowe powinni koniecznie sprawdzić, co czai się w Po drugiej stronie."
[Dawid Kain]

" 'Po drugiej stronie' to magiczna opowieść. Coś pośredniego między dusznym, niespokojnym snem pijaka, a żydowskim mistycyzmem, coś co wymachuje przed nosem oniryczną tajemnicą, a jednocześnie jest mocne, surowe i namacalnie prawdziwe. Wciągająca książka.Podobają mi się bohaterowie – są z prawdziwego mięsa i ciepłej krwi."
[Marcin Jamiołkowski]

Jacek Cygan, "Przeznaczenie, traf, przypadek", Znak Literanova

"Przeznaczenie, traf, przypadek"to opowiadania, które dotykają tego, co nieuchwytne, ale dla nas najważniejsze. Czy przeznaczenie istnieje? Czy o naszym życiu przesądza jedynie splot przypadków?

Autor za sprawą literackiej wrażliwości dostrzega pod powierzchnią codzienności więcej i wydobywa sens z pozornie nic nieznaczących zdarzeń. Dzięki temu historie jego bohaterów inspirują do osobistych przemyśleń.

Wdzięk to pierwsza z zalet znakomitych opowiadań Jacka Cygana. Nie potrafiłem oprzeć się uczuciu zazdrości, gdy poznawałem te krótkie, mistrzowsko opowiedziane historie z  czytelnymi metaforami, puentami na swoich miejscach, przykuwającymi uwagę bohaterami i umiejętnością syntezy, której jak podejrzewam, uczy poezja. Bo Jacek Cygan jest poetą, który tym razem inną ścieżką podąża ku najszlachetniejszej literackiej dystynkcji – wzruszeniu." [Eustachy Rylski]

 

"Nieczęsto się zdarza, że Autor tylu znanych, co więcej, tak znaczących tekstów muzycznych szuka dla siebie miejsca w literaturze i zwraca się ku prozie. Pisząc niewielkie opowiadania ukazuje nam świat szczególny, tak różny od tego, którym żyją jego wielbiciele. Poruszyła mnie głęboko ta potrzeba i skłoniła do przeczytania tych poruszających tekstów, z których niejeden mnie, staremu reżyserowi, rysuje się jak scenariusz przyszłego filmu. Przeznaczenie, traf, przypadek?..."
[Andrzej Wajda]
 

Kinga Dębska, 
"Moje córki krowy", Świat Książki





Premierze filmu Kingi Dębskiej "Moje córki krowy" towarzyszy wydanie książki autorstwa reżyserki, opisująca historię przedstawioną na ekranie. Książka ma formę równoległych dzienników dwóch sióstr. Z perspektywy każdej z nich wydarzenia wyglądają zupełnie inaczej, a często są wręcz ze sobą sprzeczne. Zabieg ten sprawił, że zachowując intymność filmu, książka podkreśla,  jak bardzo możemy mylić się, jednostronnie oceniając rzeczywistość.

Ciepła, pozbawiona fałszu i tanich wzruszeń opowieść o relacjach rodzinnych. Trochę smutna, trochę zabawna; prawdziwa jak życie.

Marta jest aktorką, gwiazdą popularnego serialu; zdobyła sławę i pieniądze, ale wciąż nie może ułożyć sobie życia. Samotnie wychowała dorosłą już córkę. Kasia, w przeciwieństwie do swojej silnej i dominującej starszej siostry, jest wrażliwa i skłonna do egzaltacji. Pracuje jako nauczycielka, ma nastoletniego syna, jej małżeństwu daleko do ideału – mąż to nieudacznik, który bezskutecznie szuka pracy. Siostry nie przepadają za sobą, ale gwałtowne pogorszenie się stanu zdrowia matki zmusza je do współdziałania. Trzeba zaopiekować się despotycznym ojcem, który zachowuje się coraz bardziej niepokojąco. Tragikomiczne sytuacje, wynikające z przymusowej współpracy Marty i Kasi, powodują, że siostry stopniowo zbliżają się do siebie i odzyskują utracony kontakt.

Michał Głowiński, "Carska filiżanka", Wielka Litera

 

Prozatorska próba wybitnego teoretyka i historyka literatury. Zbiór opowiadań, w których pobrzmiewają echa niezwykłego życia autora "Czarnych sezonów", żydowskiego chłopaka z bagażem okupacji i piętnem Zagłady.

"Komplet filiżanek z serwisu przetrwał za sprawą przychylnego zbiegu wypadków lata okupacji i Zagłady, odziedziczyłem go po rodzicach; zapędzeni do getta, poprosili znajomych o przechowanie. To do niego właśnie żywię szczególny sentyment. Pozostałe filiżanki dostałem w prezencie z rozmaitych okazji. Jedna z nich wyróżnia się tym, że trafiła tutaj skądinąd, można zresztą powiedzieć, że charakteryzuje ją to, iż się niczym specjalnym – przynajmniej na pozór – nie odznacza, nie przyciąga uwagi ciekawym kształtem, o ornamentach w istocie trudno mówić, w tym zakresie jest wyrazem zaawansowanej powściągliwości. Składa się na nie sześć wąskich, jasnoniebieskich szlaczków, jakby otaczających całość i obrysowanych dwiema linijkami złoconymi, trochę już zatartymi. Być może za ozdobę uznać należy uszko o dość 126 frymuśnej formie, powyginane, wzbogacone o elementy zdecydowanie nadmiarowe, jeśli oceniać je ze względu na praktyczną funkcję, jaką ma pełnić; prawdopodobnie lepiej by ono spełniało swoje podstawowe zadanie, gdyby było prostsze. Ta filiżanka najbardziej ze wszystkich niepozorna jest swojego rodzaju Kopciuszkiem w moim zbiorze, ale też – właśnie jak Kopciuszek w ba- śni – w pewnym momencie budzi moje największe zainteresowanie. Warto zapytać: skąd się wzięła?"  
[fragment książki]

Hubert Klimko-Dobrzaniecki, "Zostawić Islandię", Blanc sur Noir

 

 

 Hubert Klimko-Dobrzaniecki, fot. Bożydar Pająk / Znak

Hubert Klimko-Dobrzaniecki jest pisarzem, który nie pozwala swoim czytelnikom na nudę – każda kolejna książka to nowe zaskoczenie. Tym razem snuje opowieść o swoim dziesięcioletnim pobycie na Islandii: są tam elementy eseju, reportażu i wspomnienia – interesujący kolaż, który pozwala nam zobaczyć tę egzotyczną dla nas wyspę z różnych stron.

"Hlynur ma osiemnaście lat i chce mu się pić. Od dwóch lat może pracować, a teraz również głosować, ożenić się, ale pić ustawodawstwo mu nie pozwala. Na Islandii, czy w Islandii (to zależy, co się ma na myśli, i jak się lubi to, co się ma na myśli), obowiązuje prawo, które wymaga od spragnionego ukończenia dwudziestego roku życia. Z władzą nie ma żartów. Dawno temu główny dziennik opisał komiczną sytuację. Mężczyzna miał dziewiętnaście lat i znajdował się na własnym weselu. Z zawodu był sprzedawcą. Od siedemnastego roku życia pracował w państwowym sklepie alkoholowym. Napił się jednak  i ktoś na niego doniósł. Przyjechała policja. Najpierw wzniosła toast za zdrowie młodej pary, a potem aresztowała pana młodego. Gazety opisują różne rzeczy. Nie trzeba im wierzyć, ale fakt pozostaje faktem. Mamy piątek, lipcowy do tego. Słońce nie zachodzi. Hlynur zaplanował wszystko dokładnie, bo wie, że sklep zamkną bardzo wcześnie i nikt nie sprzeda mu piwa w restauracji. W sklepie też mu nikt nie sprzeda. Ale na Islandii funkcjonuje instytucja tak zwanego „dziada alkoholowego”. Stoi przed sklepem, a jego znakiem rozpoznawczym jest cuchnąca torba. W tej torbie ma suszoną rybę – popularną zagrychę. Nieletni podchodzą do niego i wręczają banknoty. Z sześciopaku jedno piwo jest dziada."
[fragment książki]

 

Tomasz Kowalski, "Mędrzec kaźni", MG

 

 

Wiosna 1939 roku, Paryż. Wojna wisi w powietrzu. Amerykański dziennikarz przyjeżdża, żeby przeprowadzić wywiad z miejskim katem. Młody człowiek ma w głowie dokładny scenariusz rozmowy, ostatecznie jest profesjonalistą. Nie podejrzewa, że w jego planach coś mógłby zmienić  starszy pan, który co prawda przez całe lata wykonywał dość krwawą profesję, ale tak naprawdę nie ma pojęcia, czego oczekuje przeciętny czytelnik gazety.

Zastanawiasz się czasem, co czuje człowiek skazany na śmierć, stojący w obliczu zbliżającej się egzekucji? Co myśli "petent" urzędników państwowych, niespiesznie i profesjonalnie przygotowujących koniec jego biologicznej egzystencji? A może ciekawi Cię, co czują oni sami, przygotowując scenografię i rekwizyty; od szklanki wody dla odczytującego sentencję wyroku, po nieco większe naczynie na to, co – poza finałowymi odgłosami – wyrzuci z siebie skazaniec?  W książce Kowalskiego makabra zadekretowanej śmierci jest pokazana inaczej niż Cię do tego przyzwyczaili Dostojewski, Camus czy Krzysztof Kieślowski. Pomiędzy wydanym w imieniu społeczeństwa wyrokiem a tą miską wydzielin znajdziesz to, co autor nazywa najwyższą formą bestialstwa – obojętność i powszechne przyzwolenie na uśmiercanie człowieka w imię (specyficznie pojmowanego) ładu prawnego i (względnych przecież) zmiennych norm społecznych. 

Czy nie jest bowiem tak, że wszyscy uciekamy od podobnej refleksji w imię komfortu i iluzorycznego poczucia bezpieczeństwa? Czym różni się morderca lichwiarki od sztabowca spisującego na straty tysiące istnień? Autor zadbał, żebyśmy otrzymali wysmakowaną opowieść, która jest jednocześnie ważnym głosem w dyskusji nie tylko o karze głównej, ale o wszelkich zinstytucjonalizowanych formach zabijania i naszym przyzwoleniu na nie. Kameralna apokalipsa w mieszkaniu na trzecim piętrze paryskiej kamienicy uświadamia, że od pytań o źródła powszechnej hipokryzji nie ma ucieczki.

 

 

GLK. źródło:http://culture.pl

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.