fesstiwal słowa w piosence
--
Więcej o
Autorze/Tłumaczu
Wydawnictwie

Recenzja: „Posiadacz” John Galsworthy

Recenzje [08.04.16]

Przestroga „nie oceniaj książki po okładce” powinna mieć drugą część, która brzmiałaby „…ani na podstawie opinii innych ludzi”. Niestety, bardzo często przy wyborze lektury kierujemy się zmysłem wzroku lub tym, co na temat głównej zainteresowanej słyszeliśmy bądź czytaliśmy. Wszelkie recenzje są oczywiście istotne i bardzo pomocne, ale pamiętajmy o własnych upodobaniach, a przede wszystkim o tym, czego oczekujemy po książce. Wszak „ilu ludzi tyle opinii”, a rezygnując z lektury z powodu jej renomy, może ominąć nas wspaniała przygoda. Tak też było ze mną i „Sagą rodu Forsyte’ów”. Nie wiem dlaczego utarło się przekonanie, że jest to przeciętny romans, mało ambitny, w którym najważniejszy wątek to właśnie miłosny. Do tego jej autor – Galsworthy – jest spychany przez historyków literatury na ubocze. Na studiach polonistycznych wiele mówi się o noblistach, obowiązkiem jest znać ich najważniejsze dzieła, a mało wspomina się o autorze „Posiadacza”. Co prawda, Galsworthy znajduje się na liście lektur zalecanych, ale brak znajomości jego dzieł nie stanowi grzechu głównego młodego polonisty. Tym bardziej więc moją uwagę przykuł fakt, że w 1932 roku Galsworthy dostał literackiego Nobla właśnie za „Sagę rodu Forsyte’ów”.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Wspominana wyżej „Saga…” składa się z trzech tomów. Pierwszym z nich jest „Posiadacz” obecnie uważany za najlepszą powieść Galsworthiego. To w tej części poznajemy cały ród Forsyte’ów. Akcja rozpoczyna się w 1886 roku, właściwie na chwilę przed powolnym upadkiem tytułowej rodziny będącej symbolem epoki wiktoriańskiej. Mamy więc możliwość krótkiej obserwacji Foryste’ów w pełnej okazałości, co pozwala poznać ich skomplikowane relacje i system wartości. Liczne potomstwo nieżyjących już Joylona i Anny trudno w pierwszej chwili spamiętać, a autor nie oszczędza nas niemal równocześnie przedstawiając dzieci i wnuki Starego Joylona, jego sióstr i braci. Przy okazji zapoznaje nas z pewnymi rodzinnymi opowiastkami i skandalami. Główną, niechlubną historią rodu jest porzucenie żony i córki przez Młodego Joylona i jego odejście do kobiety niższego urodzenia. Rysami na niemal idealnym do tej pory wizerunku Forsyte’ów okazują się być też niezadowolona z małżeństwa Irena i architekt Filip Bosinney – narzeczony June Forsyte – który przedstawia odmienne ideały i sposób bycia. Wraz z rozwojem akcji to oni stają się kołami napędowymi historii upadku tej rodziny.

Forsyte’owie są specyficznym klanem, podstawową wartością wyznawaną przez nich jest pieniądz. Zawsze działają z myślą o majątku, posiadaniu dóbr i domów. Soames – tytułowy posiadacz, dla którego nawet żona stanowi własność – buduje posiadłość na wsi, trochę na przekór rodzinie i samemu sobie. Chce poprzez to ocieplić swoje relacje z Ireną, a także zasłynąć jako właściciel wyjątkowego majątku ziemskiego. Lecz ani na chwilę nie zapomina o cenach. Negocjując z Bosinney’em pragnie zbudować dom wysokiej klasy lecz małymi nakładami pieniędzy. Stąd tez w powieści liczne rozmowy, a nawet spory z architektem, dla którego wizja powstającego domu jest ważniejsza niż koszty takiego przedsięwzięcia. Galsworthy prezentuje dwie zupełnie różne postawy, bo z jednej strony mamy młodego idealistę o otwartym umyśle i dość lekkim podejściu do życia, a z drugiej dojrzałego racjonalistę przeliczającego wszystko na pieniądze. Za Soamesem stoi cała rodzina Forsyte’ów – ich skostniałe, twarde zasady, konwenanse i zwyczaje okazują się przeszkodą nawet dla nich samych. Stąd też cierpnie Starego Joylona, który tęskni za synem, chciałby mu pomóc, ale nie wypada mu tego robić ze względu na wizerunek rodzinny. Gdyby Forsyte’owie żyli w dzisiejszych czasach ich nazwisko byłoby marką, a oni mogliby zarabiać tylko na tym, że są bacznie obserwowani przez plotkarskie media. Ale nawet w XIX wieku to nazwisko znaczyło wiele. Jak pisze Galsworthy „w świecie Forsyte’ów jednak nikt nie może uniknąć śledzących go bacznie oczu”i. Nie dziwi więc mania wielkości bohaterów, poczucie, że stoją wyżej od innych w hierarchii społecznej. Stąd też ich zdziwienie i nagła refleksja w momencie śmierci ciotki Anny – ich świat okazuje się być nie tak poukładany i przewidywalny jak sądzili, nie są też tak wszechmocni jak im się wydawało - wszak upływu lat i śmierci nie mogą zatrzymać siłą pieniądza.

„Posiadacz” wzorcowo wpisuję się w stendhalowską wizję powieści jako zwierciadła przechadzającego się po gościńcu. W tym przypadku zwierciadło wkracza także do domów Forsyte’ów, zaglądając w każdy kąt, nie oszczędzając nikogo i nie kryjąc niczego. W ten sposób Galsworthy z należytą dla realizmu dokładnością odwzorowuje zarówno otaczającą go rzeczywistość, czasy rozwoju gospodarczego jak i ludzi stanowiących w tamtych latach trzon bogatego, angielskiego mieszczaństwa. Twórca powieści szczegółowo opisuje klimat epoki. Sytuacje, w których Forsyte’owie spotykają się we własnym gronie czy też, gdy wychodzą np. do opery to momenty, w których możemy obserwować XIX-wieczną obyczajowość. Pisarz bez skrupułów ukazuje pełnię zakłamania i obłudy bohaterów, którzy będąc razem wyrażają wobec sobie szacunek i sympatię, a gdy tylko za gośćmi zamkną się drzwi zaczynają plotkować. Główni bohaterowie są wyjątkowo przywiązani do tradycji i schematów towarzyskich, których nie należy łamać. Galsworthy tym bardziej podkreśla i przerysowuje ich charakterystyczne cechy poprzez konfrontacje z Bosinney’em, Ireną, a nawet Młodym Joylonem. Ten ostatni jako pierwszy odważył się przeciwstawić rodzinie kierując się miłością, a nie myślą o pieniądzu. Młodsze pokolenie Forsyte’ów jest symbolem końca pewnej epoki. Pisarz szkicuje w powieści czas fin de siecle’u – wiek XIX ma się ku końcowi, nadchodzi nowa era, co w historii łączone jest z dekadenckimi nastrojami. Nie inaczej dzieje się u Forsyte’ów. Stare pokolenie, urodzone po 1900 roku, powoli odchodzi w przeszłość, młodzi ludzie, którzy będą tworzyć wiek XX hołdują już innym ideałom niż ich dziadkowie.

Być może wydawnictwo MG wypuszczając na rynek odświeżoną wersję „Posiadacza” da książce i jej twórcy nowe życie. Mam nadzieję, że tak będzie, gdyż jest to powieść na poziomie swoich bardziej znanych „koleżanek”. Pierwszy tom „Sagi rodu Forsyte’ów” to szczegółowy, szczery, ale okraszony ironią portret Anglii u schyłku wieku. Galsworthy prezentuje wachlarz ludzkich charakterów, opisuje codzienność Forsyte’ów nie pomijając nawet kwestii posiłków czy wystroju wnętrz. A co najważniejsze, wcale nie przestaje być aktualny. Przed lekturą warto byłoby zastanowić się czy w naszych czasach nie przybywa takich „Posiadaczy”. Przecież to, co o nas mówią inni, jak nas oceniają jest bardzo istotne w fejsbookowym świecie młodych ludzi. Wielu z nich wcale nie jest sobą, zatracają się w kolejnych internetowych wcieleniach i kreują swój wizerunek tak, aby wydawać się bardziej ciekawym i wartościowym. A że pieniądz w XXI wieku wciąż rządzi światem – tego nie trzeba komentować.

i J. Galsworthy, Posiadacz, tłum. R. Centnerszwerowa, Kraków 2016, s. 147.


Anna Sokół

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.