fesstiwal słowa w piosence
--
Foto: Maciek Foks

Odpowiedź na pismo Pani Grażyny Szarszewskiej, dyrektor PIK

Ustawa [10.03.14]

Projekt ustawy o stałej cenie książki został przedstawiony przez PIK na konferencji prasowej pod koniec lutego 2014 z jednoczesną informacją, że przekazano go już do Sejmu. Wcześniej projekt nie był dostępny w mediach ani nawet na stronie PIK.

Kto widział ten projekt poza członkami Rady PIK? Kto zgłosił do niego uwagi? Jakie? Czy zostały uwzględnione - szczególnie te negatywne? Na te pytania nie ma odpowiedzi. Za odpowiedź trudno bowiem uznać informację o kilku spotkaniach w gronie członków PIK, które odbyły się PRZED przygotowaniem projektu. Mnie udało się wprosić na ostatnie zebranie w grudniu, które odbyło się w dość wąskim gronie. Tam dopiero ustalano szczegóły ustawy. A prowadzący dyskusję prezes Albin z góry uprzedził, że nie interesują go moje uwagi. Potem robił wszystko, by nie udzielić mi głosu. Konsultacje? - raczej kpiny z ludzi. Kiedy w grudniu zapytałem Albina, na czym polegają owe konsultacje odpowiedział wprost: robimy je wyłącznie w naszym gronie (Rady PIK), nie interesują nas uwagi zgłaszane z branży wydawniczej, nie zamierzamy nikogo o nic pytać czy zasięgać opinii z zewnątrz, społeczeństwo/branża wydawnicza to my. Razem z Renkiem Medruniem przynieśliśmy tam alternatywny projekt ustawy (bez stałych cen) - Albin powiedział, że nie będzie go nawet czytał. Świadkiem tej rozmowy było kilka osób. Albin sugerował wręcz, żebym opuścił zebranie, bo strasznie uraziło go moje stwierdzenie, że PIK stanowi "margines" rynku wydawniczego (ten smutny pan nie rozumiał, albo udawał, że nie rozumie, iż chodzi mi o procentowy udział członków PIK w rynku wydawniczym, a nie o margines przestępczy). Czy osoby aż tak obrażalskie, o tak przerośniętym ego, powinny stać na czele organizacji książkowej? To przecież instytucja związana z kulturą, a nie forum do realizacji Albinowych ambicji politycznych.


Rozumiem, że zaprzecza Pani temu, co powiedział pan Albin. Inaczej mówiąc, prezes PIK mówi co innego, a Pani co innego na temat konsultacji. Mydlenie oczu, czy brak wspólnego stanowiska? Lewa ręka nie wie, co mówi prawa?


PIK liczy zaledwie 155 członków (ta informacja pochodzi od Pani). I nie wszyscy popierają ustawę o jednolitej cenie. Część jest przeciwko, część nie ma zdania. Ilu osób faktycznie ją popiera? Stawiam, że nie więcej jak 50%. A zatem w najlepszym razie 80 osób. A ile osób liczy cała branża? 30 tys. czy więcej? Czy one wszystkie wypowiedziały się na temat ustawy? Może choćby 10% zgłosiło swoje stanowisko? Jakim prawem mówicie o tym projekcie jako "społecznym"? To jest projekt PRYWATNY!!!!. Projekt małej grupki ludzi (1-2 promili uczestników rynku), którzy chcieliby narzucić go reszcie! Takie są fakty!


Projekty ustaw do sejmu, tzw. społeczne - zgodnie z obowiązującym prawem - mogą zgłaszać zarejestrowane komitety, które wcześnie muszą zebrać 100 tys. podpisów. Czy macie takie podpisy za ustawą? Oczywiście, że nie. A zatem nie jest to projekt społeczny, a PIK występuje prywatnie w imieniu nielicznej grupy swoich członków. Sejm nie powinien w ogóle zajmować takim projektem, a wyrzucić go do kosza. Komu PIK chce zapłacić za lobbowanie za ustawą? Czy możemy prosić o jakieś nazwiska zarejestrowanych lobbystów? O wyjaśnienie mechanizmu owego "lobbowania"? Bo oczywiste jest dla mnie, że nie będziecie sprawy załatwiali pod stołem. Nawet nie śmiałbym tak pomyśleć. Rodziłoby to poważne podejrzenia o działania niezgodne z prawem, do czego na pewno nie zniżyłyby się tak zasłużone i wybitne jednostki z Rady PIK, jak trójca panów Albin, Szymanik i Dobrołęcki, czyli główne tuby ustawy.


Poziom argumentacji merytorycznej prezentowany przez PIK wręcz zwala z nóg. Ustawa ma przynieść spadek cen, wzrost sprzedaży, zwiększenie czytelnictwa i ogólny dobrobyt? Książek i tytułów będzie więcej i będą lepsze? Piękniejsze zewnętrznie i lepiej napisane? Lepiej wydrukowane? Jakim cudem? Sprzecznym z podstawowymi zasadami ekonomii? Z prawami rynku? Większa sprzedaż przez ograniczenie rynku sprzedaży? (wypadną sieci dyskontowe, część księgarń internetowych, kioski itp). Przez zmniejszenie zróżnicowania cenowego? Prawdziwy cud na Wisłą. Jak za komuny - władza (PIK + Albin) zrobi nam dobrze! Ona lepiej od nas wie, co dla nas dobre. A co na to nabywcy książek? Czytelnicy? Ci, którzy będą musieli kupować książki po wyższych cenach, albo z nich zrezygnować? Oni też będą wam klaskać? Czy powstaną specjalne jednostki policji, które będą pilnować, by wydawcy broń Boże nie sprzedawali książek z większym rabatem? 5% jest OK, ale za 6% wsadzają do pudła i rekwirują towar? A może - to taki nieśmiały pomysł - trójki społeczne? Jeden członek ze służb specjalnych, jeden z CBA, plus jeden z PIK? Wyposażone w broń automatyczną najnowszej generacji, specjalne legitymacje, samochody z górnej półki do robienia tzw. prowokacji księgarskich (patrz agent Tomek - ten porażający wręcz inteligencją i urodą osobnik mógłby je szkolić). Inaczej mówiąc V Rzeczpospolita Księgarska? (bo IV RP już była za rządów dwóch jakże błyskotliwych bliźniaków z księżyca).

Wprowadzenie ustawy doprowadzi do kryminalizacji całego środowiska wydawniczo-księgarskiego. Czy zdaje sobie Pani z tego sprawę?

Może łaskawie wyjaśni Pani ten zagadkowy mechanizm spadku cen i wzrostu sprzedaży? Jak dotąd, wszystkie pytania o ten cudowny mechanizm są przez PIK zbywane stwierdzeniem, że we Francji się sprawdził. A na Bermudach? A na biegunie północnym? Niedźwiedzie kupują więcej i taniej? Foki i Eskimosi też? Polska to nie Francja, a Albin/Szymaniuk to nie Lang. Inna liga. Opowieści o niższych cenach we Francji można włożyć między bajki. Dwa lata po wprowadzeniu w latach 80. ustawy Langa ceny książek wzrosły we Francji porównaniu do przyrostu cen innych produktów rynkowych aż o 15%. Te statystyki są dostępne w Bibliotece Narodowej - wystarczy zajrzeć. Obecnie Francja ma jedne z najwyższych cen w całej Europie - średnia nowość w miękkiej oprawie kosztuje 80-100 zł. Drożej chyba tylko w Norwegii. Czy chcemy takich cen w Polsce? Do nich dążymy?

Czekam na merytoryczne komentarze do innych kwestii poruszonych w liście otwartym. Co z raportem o stanie czytelnictwa? Jego konkluzje są nie na rękę PIK-owi i ministrowi Zdrojewskiemu? Nie możecie go opublikować, bo minister, który właśnie przeznaczył niebotyczne kwoty na rozwój bibliotek (prawdopodobnie niepotrzebnie), może mieć kłopoty? I ustawa wtedy nie przejdzie? O to chodzi?


Andrzej Kuryłowicz, Albatros


GLK. Informacja nadesłana

10.03.14 12:25
/
władysław Zdanowicz
Szanowny panie Andrzeju.
Przepraszam, że się wtrącam pomiędzy wymianę opinii pomiędzy panem a PIK, ale chciałem zwrócić tylko uwagę, że sprawę "ustawy o książce" ( i nie tylko, ale także innymi sprawami), po raz pierwszy została poruszona przez księgarzy a dokładnie przez OSK w Łobzie~ jakieś 10 lat temu i sprawa oparła się nawet o Sejm i Senat. Z tego co pamiętam zarówno PIK jak i inne stowarzyszenia wydawców nie były zainteresowane jakimikolwiek rozwiązaniami które mogłyby uratować rynek księgarski, bo ich to po prostu nie interesowało wtedy, jak i teraz, poza gadaniem co jak wiadomo nic nie kosztuje. Powiem tylko, że byłem zaskoczony gdy PIK nagle zainteresował się "ustawą o książce", ale rozumiem, że każdy z nas ma prawo do swojej oceny i swoich przekonań. Ale mam do pana pytanie, które nie ma nic związanego z PIK-iem. Skoro jest pan przeciwny "ustawie o książce", to co pan innego proponuję, bo faktem jest, że rynek książki dryfuje na mieliźnie i niedługo dojdzie do tragedii. Dodam tylko, że całkowicie zgadzam się z pana oceną działań resortu ministra Zdrojewskiego, który nie ma żadnych pomysłów aby cokolwiek zrobić, poza pozorowanymi akcjami na które wyda niepotrzebnie pieniądza, aby innych przekonać, że cokolwiek robi w tej materii. Z poważaniem
Władysław Zdanowicz
ps.Poprosiłem pana Mechlińskiego z OSK w Łobzie aby przedstawił swoją opinię w tej kwestii. I nie chcemy nikogo na siłę przekonywać do racji jednej strony, chcemy wreszcie dojść do jakiegoś uzgodnienia aby ratować te księgarnie które jeszcze działają, bo żaden dyskont nie zastąpi księgarni i księgarzy, a bez nich działalność wydawców traci jakikolwiek sens.
11.03.14 08:35
/
andrzej kurylowicz
Wspólnie z Renkiem Mendruniem przygotowaliśmy pakiet alternatywnych propozycji wspierających niezależne księgarnie i biblioteki ("altenatywna wersja ustawy o książce"). Nie opiera się o rozwiązania francuskie i nie zakłada ingerencji w wolny rynek przez narzucanie stałych cen. Projekt został przekazany do PIK, który zdecydował, by go całkowicie olać. Stałe ceny to rozwiązanie nonsensowne - księgarzom nie pomoże (niby dlaczego w XXI wieku ludzie mielimy masowo przestać kupować w najbliższych galeriach handlowych, hipermarketach, Biedronkach i internecie i nagle zacząć chodzić do małych księgarń, gdzie wybór z definicji musi być mniejszy, natomiast dla wydawców i bibliotek - ogromny kłopot i utrata dochodów. Nie mówiąc o całej gigantycznej logistyce koniecznej do sprawdzania, czy wydawca lub księgarz nie sprzedaje z większym rabatem niż 5%, czy na pewno trzymał stałą cenę przez 365 dni, a nie na przykład 350. Kto poniesie ten koszt, kto będzie nas kontrolował? Jakoś PIK nie pomyślał o tym wszystkim. I o tym, że z powodu mniejszych lub większych wykroczeń doprowadzi do kryminalizacji całej branży, do tego, że konkurujące firmy będą wzajemnie na siebie donosić itd. W czyim interesie występuje PIK? Nie wiadomo, na pewno nie czytelników i wydawców. Może Francuzów, którzy swoje rozwiązania z ambicjonalnych powodów chcieliby eksportować na inne kraje? Może w Polsce ustanowimy monarchię? Przecież sprawdza się w Wielkiej Brytanii? Albo ustawowo zmusimy producentów DVD, by każdy swój produkt wypuszczali dodatkowo na ksecie VHS, bo padaja (padły) wypożyczalnie filmów? Walka z postępem jest z definicji skazana na niepowodzenie.
11.03.14 09:39
/
władysław Zdanowicz
Proszę mi wybaczyć, ale od razu uderzył mnie w oczy bezsens pana opinii gdy pan twierdzi, iż "dlaczego w XXI wieku ludzie mielimy masowo przestać kupować w najbliższych galeriach handlowych, hipermarketach, Biedronkach i internecie i nagle zacząć chodzić do małych księgarń, gdzie wybór z definicji musi być mniejszy". Panie Andrzeju, w których to Biedronkach i dyskontach jest większy wybór tytułów, niż w małych księgarniach? Pan to pisze na serio? Może w Warszawie są takie dyskonty, bo u nas na prowincji można co najwyżej spotkać max 100-200 tytułów wyrzuconych do metalowych koszy, gdzie czytelnicy mogą sobie pogrzebać a każdy książka - w większości uszkodzona -0 kosztuje 9,90 zł. A gdzie tu jest miejsce dla literatury ambitnej, technicznej, poważnej, albumów, ba - nawet poezji? Ponieważ jestem zainteresowany nowymi pomysłami, byłbym wdzięczny za przesłanie na mój adres pańskich i pana Renka propozycji które nie uznały uznania w PIK. Skoro jest pan przeciwny stałym cenom, to co pan myśli o mojej propozycji, całkowicie odchodzącej od ustalania cen książek przez wydawców, bo i tak nie jest stosowana, a często powodujące, że wydrukowana cena wygląda jak wzięta z sufitu. gdzie jedyną stałą ceną (umowną) jest cena podstawowa, a każdy kolejny podmiot dolicza do niej swoją marże? Wtedy każdy miałby swoją cenę... Mój mail: ksiegarnia.zdanowicz@pro.onet.pl
11.03.14 12:09
/
andrzej kurylowicz
Laczna liczba tytulow dostępnych w wymienionych przeze mnie punktach sprzedaży, które obejmują również Empiki i ksiegarnie Matras oraz internet, znacznie przewyzsza liczbe tytulow dostępnych w tzw. księgarniach niezależnych (w samym internecie można praktycznie kupic wszystko). Nie mowie juz o latwosci zekupu. Galerie handlowe (HDS, Empik, Matras)sa wszędzie, a ludzie spedzaja tam dużo wolnego czasu, nawet w weekendy, kiedy tradycyjne sklepy sa zamknięte. Czepia się Pan fragmentow zdan wyrwanych z kontekstu. Po co? Z niezrozumienia, czy dla samej satysfakcji czepiania się? Co do naszego projektu - jest dostępny na tej stronie w zakładce "ustawa".
11.03.14 13:24
/
władysław Zdanowicz
Panie Andrzeju
ale my nie mówimy o EMPiK-u, Matrasie czy Internecie, ale o dyskontach typu Biedronka, Carrefour i im podobnym, nie mówimy także o galeriach jako całość bo jak dobrze pan wie, tam można kupić dosłownie wszystko. Nie czepiam się, bo to pan pierwszy wspomniał o dyskontach i ich roli w sprzedaży książek. Nie rozumiem także dlaczego się pan denerwuje i nie chce zrozumieć, że jeśli sieć sprzedaży książek ograniczy się wyłącznie do "HDS, Empik, Matras" to także pana wydawnictwo zostanie także petentem u nich i będzie pan skazany na ich warunki, które nie będą miały nic wspólnego z wolnym handlem - bo i już teraz nie mają z tym nic wspólnego, bo rozmawiają z pozycji siły, a nie partnera.
11.03.14 13:30
/
władysław Zdanowicz
Jeśli pan pozwoli zadam jeszcze jedno pytanie. Jaki jest sens drukowania cen na okładkach jeżeli w żaden sposób nie są one obowiązujące dla żadnej ze stron. Zrezygnujmy z nich, tak samo jak z zasady udzielania marż przez wydawców. Niech każdy kolejny podmiot czy to księgarnia, czy hurt dolicza tyle ile sam chce i wtedy będziemy mieli prawdziwy wolny rynek.
12.03.14 19:08
/
andrzej kurylowicz
Nie drukujemy cen na książkach. Nie ma wiec sensu, bym uczestniczyl w dyskusji nad sensem ich drukowania. Proszę pytac tych, co to robia.
Realia XXI implikują wiele zmian, które sa raczej nieodwracalne. Nie ma już kaset VHS, nie ma dyskietek, nie ma kin jednosalowych, pociagow parowych, za to wszcheobecny jest internet. Coraz mniej ludzi używa (i posiada) telefon stacjonarny. Sprzedaz przenosi się do sieci. Sa wyraźne tendencje do centralizacji: pojedyncze sklepy przenosza się do galerii handlowych, albo lacza w sieci. Male ksiegarnie wymierają, albo (szczególnie na wsiach i w małych miasteczkach) zmieniają się w sklepy wielobranżowe, gdzie ksiazka jest tylko jednym z wielu towarów. Wszystkie te procesy sa nieodwracalne. To jest cena postępu. Proby ich powstrzymania sa zz góry skazane na niepowodzenie. Tworzenie kretynskich ustaw (typu ustawy Langa, która we Francji wprowadzono w latach 80, a wiec w innych realiach politycznych, ekonomicznych, czy technologicznych) ich nie powstrzyma i z góry skazane jest na porazke. Jak trzeba być naiwnym, by wierzyc, ze nagle po wprowadzeniu stalych cen obowiązujących 12 miesiacy, male ksiegarnie rozkwitną, ludzie zaczna więcej czytac i kupować książek. I ze ceny spadna. Bajeczki dla sprawnych inaczej. Nic się nie zmieni na lepsze, będzie tylko gorzej. Gorsza sprzedaż, bo wyzsza cena zawsze implikuje spadek zakupow. Dodatkowe ogromne koszty aparatu kontroli oraz logistyki - spadek dochodow wydawcow, tym samym mniej srodkow na zakupy nowych licencji (spadnie liczba przekladow). Straca wszyscy - czytelnicy, wydawcy, biblioteki. Kto zyska doraźnie i na krotka mete pare osob, ostatecznie male ksiegarnie i tak upadna. Tyle, ze wtedy książki będą już znacznie droższe (oby nie tak drogie jak we Francji, gdzie osiagnely rekordowy wręcz poziom). Zwolennicy ustawy obudza się z reka w nocniku i zaczna szukac winnych. A winni będą oni i PIK. Koncze te dyskusje, powiedziałem już wszystko, co miałem do powiedzenia, wszystkie argumenty przeciwko ustawie sa dostępne w internecie. A na marginesie - sam książki kupuje w internecie z dostawa do domu, czasami w kioskach na lotniskach i dworcach, albo w księgarniach sieciowych w galeriach handlowym, gdzie prawktycznie przeniosły się wszystkie kina. Nie walcze z postępem, a kieruje się wygoda i dostepnoscia.
12.03.14 20:10
/
władysław Zdanowicz
Rozumiem pana stanowisko i pozdrawiam.
z poważaniem
14.03.14 18:09
/
Wiesław Sokołowski
W całości się zgadzam z argumentami pana Zdanowicza. Pan Kurylowicz chce więcej spzredawac i oczywiscie więcej zarabiać to proponuje aby niezalezni ksiegarze przestali przez rok kupowac ksiązki Albatrosa niech pan Kurylowicz pohandluje wyłacznie z dyskontami. jestem przekonany, że szybko zmieni zdanie. Jęsli ktoś odwołuje sie ciagle do XXI w. i podpiera się argumentami o postepie a nie rozumie, że gdy zostana mu tylko dyskonty to jego obrót może nie pokryć kosztów druku - co pan Zdanowicz prubuje mu uswiadomić - to dlamnie jest oczywiste, że wzorem naszych polityków patrzyc perspektywicznie na skutki podejmowanych decyzji poprostu nie potrafi.
A co do braku reprezentywności PIK - no cóz trudno aby Sejm czy minister kultury debatowali nad 30000 projektów. Zgodnie z wymogami XXI w. tyrzeba się łaczyc , zrzeszać a nie gadac i narzekać.
15.04.14 22:15
/
decent
Ja rozumiem że niektórzy są nawet już w XXII wieku a może i dalej ale należy też spojrzeć na tą ustawę z perspektywy wejścia na polski rynek firmy Amazon, która prawdopodobnie zastosuje jeżeli będzie mogła zasadę CCC.
Wtedy księgarnie będą tylko wspomnieniem i te stacjonarne i te w internecie. Nie rozumiem stanowiska części wydawców, dlaczego nie konkurować jakością czy dostępnością oferty tylko ceną, jaki towar można kupić na rynku z 20% - 25% rabatem dzień po jego premierze ?
To chyba nie jest zdrowa konkurencja, bo to nie ma nic wspólnego z konkurencją skoro hurtowniom nie idzie w hurcie i zaczynają regularną sprzedaż detaliczną po cenach hurtowych np na allegro, nawet nie inwestują w sklep internetowy dla nich nie ma znaczenia co sprzedają to równie dobrze może być papier toaletowy ważne by był z 20% marżą.
17.04.14 16:50
/
Michał Gałecki
Zgadzam się z Panem Wiesławem, tylko konsolidacja drobnych księgarń może je uratować, inne rozwiązania nie pomogą, silna sieć nawet małych punktów detalicznych pozwoli na przetrwanianie na przyszłym rynku, podobnie jak np. w przypadku branży spożywczej, czemu dzisiaj wydawca potrafi zaproponować biedronce lepsze warunki na jeden tytuł niż księgarni sprzedającej jego "szeroką" ofertę ? Jeżeli księgarnie szybko nie połączą sił i nie staną do rywalizacji o klienta z "nowoczesnymi kanałami" to szybko zaczną znikać lub przeobrażać się w sklepy wielobranżowe, czasu jest mało , kolejny segment rynku jakim są podręczniki został już "zabrany z detalu" co oznacza przyspieszenie nadchodzących zmian...
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.