fesstiwal słowa w piosence
--
Foto. Wojciech Karliński

„Najpierw pojawiło się osiedle" - rozmowa z Dominiką Słowik

[21.04.15]

Fundacja Libroskop i Portal Księgarski prezentują rozmowę z Dominiką Słowik debiutującą w Społecznym Instytucie Wydawniczym ZNAK świetnie przyjętą książką „Atlas: Doppelganger”.

Gabriel Leonard Kamiński:  Wyczytałem o Tobie w materiałach prasowych, że dużo podróżowałaś po świecie: Hiszpania, Włochy, byłaś wolontariuszką w Gwatemali, a w swojej debiutanckiej książce sięgnęłaś w głąb swojej pamięci; to też rodzaj podróży. Czy wobec tego twoja książka jest zapisem takiej właśnie podróży w w głąb dzieciństwa, w głąb pamięci? Czy nie jest tak, że właśnie pamięć jest najczęściej twórczą materią dla pisarzy, ale dość rzadko dotyczy to debiutantów?

 

 

 

Dominika Słowik: Tak, jak najbardziej! Myślę, że wiele książek inspirowanych jest pamięcią lub odnosi się do pamięci. Zresztą największe dzieła literackie, to dzieła dotyczące tego jak pamiętamy i tego jak nasza pamięć bezpośrednio łączy się z odczuwaniem minionego czasu.

GLK: Napisałaś książkę, gdzie większość rzeczy jak stwierdziłaś w ostatni wywiadzie (z Pauliną Dudek, "Gazeta Wyborcza" przyp. wł.) jest wymyślona. Czy w takim razie pamięć, ale nie tylko, również wyobraźnia, możliwość wymyślania różnych historii, które opowiadasz w swojej książce, są wyznacznikiem twojego stylu, mottem twojej twórczości?

Dominika Słowik:
Uważam, że przypadłością polskiej literatury jest ogromne skupienie się na języku. Język często jest dominującym, silniejszym bohaterem niż opowiadana historia i prowadzona narracja. Patrząc jednak na to, co publikują młodzi autorzy, bo o nich mi głównie chodzi, fabuła i taka narracja, gdzie język jest jednym z bohaterów albo narzędziem, ale nie głównym bohaterem, wraca do łask.

GLK: No właśnie wraca do łask, ciągle jednak dalej wydaje mi się, że ciągnie się za nami jakaś taka dziwna mgła postmodernizmu, który tak naprawdę na Zachodzie wygasł pod koniec lat siedemdziesiątych, tlił się jeszcze do połowy osiemdziesiątych, a do nas dotarł dopiero w latach dziewięćdziesiątych na fali transformacji gospodarczej. W związku z czym u nas dalej wszyscy starają się włączyć swoją współczesną prozę w rodzaj takiego opakowania, gdzie wszystko musi być bardzo językowo skomplikowane, a najlepiej afabularne i bardzo często szufladkowani są przez krytyków według takiego właśnie klucza, a przecież wartość książki tak naprawdę zależy od tego jak ciekawą i mądrą historię nam opowiada, którą możemy odnieść do swojego życia, którą możemy "przepracować" na bazie naszego własnego życiowego doświadczenia. Kończąc ten wywód, chciałbym spytać: co ta książka „Atlas: Doppelganger” dla ciebie znaczy? Bo mówiłaś w wywiadach, iż napisałaś ją jakby zamiast swojej pracy magisterskiej, ale ja odbieram to jako takie trochę reklamowe powiedzenie?

Dominika Słowik: Nie, naprawdę napisałam najpierw książkę, a dopiero potem pracę magisterską.

GLK.: Rozumiem, ale pisząc książkę musiałaś wcześniej posiadać pewien jej zamysł...

Dominika Słowik: Tak naprawdę było, nie kłamię! (śmiech)

GLK.: ...zarys konstrukcji czy fabuły, coś, co poprowadzi cię za sobą? Co było takim pierwszym impulsem dla ciebie, czy wspomnienie blokowiska w Jaworznie o którym piszesz w "Atlasie...", czy też zupełnie co innego?
            
Dominika Słowik:
Najpierw pojawiło się osiedle, potem pojawiła się postać dziadka i właściwie od tego zaczęła się rozwijać moja historia. Na samym początku  pojawiała się scenami i obrazami, dopiero potem rozwijała się klasycznym szkieletem fabularnej konstrukcji. Wyłaniała się jak mapa, trochę jak z morza wynurzały się poszczególne wyspy scen: dopiero do nich dobudowywałam konkretne trasy fabularne.

GLK.: Przyznaję się, że nie zdążyłem jeszcze przeczytać całej twojej książki; jestem gdzieś dopiero po lekturze dwudziestu kilku stron, ale podoba mi się twoje obrazowanie, język, widać, że wiesz dokąd idziesz i jak chcesz opowiedzieć swoją historię; widać pewność drogi, którą nasz czytelników prowadzisz i stąd moje pytanie: Czy myślisz o pisaniu jako o formie pewnej swojej aktywności twórczej już na stałe?

Dominika Słowik: Nie wiem czy na stałe, nie wiem, czy jest taki pisarz, który jest w stanie stwierdzić, że będzie zawsze pisał.

GLK.: Zapewniam cię, że są tacy!

Dominika Słowik: To nie jest taka prosta sprawa, wiadomo, że proza jest bardziej techniczna i wymaga systematycznej pracy; ale mimo wszystko znajduje się w niej ten pierwiastek, który niektórzy nazywają natchnieniem. Zaczęłam pisać drugą książkę, ale kiedy ją skończę, to nie mam pojęcia czy będę w sobie nosiła zalążek trzeciej książki.

GLK.: Status debiutanta powoduje w Polsce bardzo dużą presję wydawców, na autorów, w których pokłada się duże nadzieje, na to, by kończyli już kolejną książkę, by że tak powiem "iść za ciosem" i dyskontować i utrwalać ten pierwszy rynkowy sukces, a ja jestem pewien, że nie jest tak łatwo ponownie "naładować akumulatorów" i bardzo dużo młodych pisarzy pada jego ofiarą (częściowo było tak np. ze Shutym, gdzie po "paszportowym" Zwale oczekiwano następnej podobnie dobrej książki, a zamiast tego otrzymaliśmy wznowienie jego opowiadań "Cukier w normie"). Moje pytanie: Czy status debiutanta stanowi dla ciebie jakiś dodatkowy bagaż, czy jest tak, że płynnie weszłaś w tą fazę zaistnienia?


Dominika Słowik:
Sądzę, że to pytanie, które powinno się zadawać przy drugiej książce, bo wtedy odczuwa się presję udanego debiutu. Na razie nie czuję ciężaru, o którym mówisz.

GLK: 
Powtarza się w określeniach twojego debiutu słowo: "mocny debiut". Paweł Huelle powiedział: „Od wielu lat czekaliśmy na taki debiut”. Czy nie uważasz, że to jakby od samego początku do czegoś zobowiązuje? A co tak naprawdę znaczy dla Ciebie to określenie?

Dominika Słowik: Dla mnie przede wszystkim to ogromny zaszczyt, że książka spodobała się autorom, których ja sama cenię.

GLK.:
Jednym z bohaterów twojej książki jest dziadek i Anna, to oni współtworzą dziejącą się historię. Czy od razu upatrzyłaś sobie jako jednego z głównych bohaterów dziadka, człowiek ze sporym  bagażem przeżyć, z dużym doświadczeniem i mądrością życiową; czy to był od razu twój pierwotny zamysł, czy zrodził się w trakcie pisania?

Dominika Słowik:
Dziadek nie jest narratorem, jest nim przyjaciółka Anny. Dziadek opowiada swoje historie, ale one są przytaczane przez słuchaczkę, obserwatorkę. Myślę, że kiedy skończysz czytać moją książkę, to na pewno otrzymasz na swoje pytanie odpowiedź.

Pytanie GLK:  Co byś poradziła jako spełniona debiutantka młodym autorom przed debiutem? Od czego powinni zacząć?

Dominika Słowik:
Odpowiem, tak, ja zwykle odpowiadam na to pytanie. Radzę, żeby postępowali wbrew radom. Po to jest się debiutantem, żeby postępować wbrew zasadom i konwenansom.

Dziękuję ci za rozmowę...


Z autorką książki „Atlas: Doppelganger” Dominiką Słowik rozmawiał w imieniu Fundacji Libroskop i Redakcji Portalu Księgarskiego red. Gabriel Leonard Kamiński.



Opr. GLK

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.